Aleksandra Wartałowicz, stylistka rzęs z Wrocławia, już po pierwszym odcinku skończyła swoją przygodę w dwunastej edycji kulinarnego show TVN MasterChef. Odpadła przez owoce morza.
Dwunasta edycja MasterChef wystartowała w niedzielę. W czternastce najlepszych kucharzy znalazła się Aleksandra Wartałowicz, 26-letnia kosmetolog z Wrocławia, właścicielka salonu kosmetycznego specjalizującego się w stylizacji rzęs. W kuchni jednak od początku nie szło jej najlepiej. Zaczęło się od deseru - tort z kremem czekoladowym i konfiturą z owoców leśnych był dobry, ale jurorów nie zachwycił. - Ten tort przypomina mi moją byłą. Na zewnątrz milion dolarów, w środku słodko, ale czegoś brakuj - ocenił nowy juror programu Tomasz Jakubiak.
Ratunkiem miał być półmisek owoców morza. - Postawiłam na klasykę i to co przygotowywałam już w domu - oznajmiła wrocławianka, serwując jurorom przegrzebki, mule gotowane na białym winie, blanszowane szparagi, ostrygi i kalmary. - Najsłabsza strona to ostryga. Została zabita przez cebulę. Jak czujesz cebulę, to już nie poczujesz w życiu owoców morza - krytykował Jakubiak. - Musisz zrozumieć, że kiedy mamy do czynienia z kalmarem, uwielbiają mocne i krótkie smażenie. A tu co się stało? Ta patelnia była zimna, kurczę - komentował Michel Moran. - To nie jest smażone, to jest gotowane - krzywiła się znad kalmara Magda Gessler.
Po tej druzgocącej ocenie nie mogło być inaczej. Wrocławianka jako pierwsza musiała opuścić program. - Jestem trochę na siebie zła, bo to owoce morze, bardzo je lubię. Mogłabym zostać dłużej, ale to jest konkurs. Ktoś musiał odpaść. Padło na mnie, tak miało być - skomentowała werdykt Aleksandra Wartałowicz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze