Reklama

Wrocławski poseł PO zawieszony po aferze taśmowej: nikomu nie obiecywałem pracy

06/11/2013 00:00

Michał Jaros, wrocławski poseł Platformy Obywatelskiej, po tzw. aferze taśmowej związanej z wyborami na szefa PO w regionie został zawieszony w prawach członka partii, a rzecznik dyscypliny partyjnej skierował przeciw niemu wniosek dyscyplinarny. Jaros broni się i podkreśla, że nikomu nie proponował pracy w zamian za poparcie Jacka Protasiewicza. - Moje dobre imię zostało narażone na szwank, dlatego czekam z niecierpliwością na obrady Sądu Koleżeńskiego, który wyjaśni sprawę - podkreśla poseł.

Przypomnijmy, pod koniec października dolnośląscy działacze Platformy Obywatelskiej wybrali nowego szefa regionu - dotychczasowy przewodniczący Grzegorz Schetyna przegrał z eurodeputowanym Jackiem Protasiewiczem.


 


Kilka dni później wokół wyborów na szefa PO na Dolnym Śląsku wybuchła afera. Po tym jak tygodnik Newsweek opublikował dwa nagrania rozmów działaczy tej partii, pojawiły się podejrzenia, że mogło dojść do korupcji politycznej. Złożono też wniosek o unieważnienie wyników zjazdu.


 


Krajowy zarząd PO oddalił jednak ten wniosek, ale na wniosek rzecznika dyscypliny partyjnej jednomyślnie zawiesił pięć osób, bohaterów ujawnionych nagrań: Edwarda Klimkę, Norberta Wojnarowskiego, Pawła Frosta, Tomasza Borkowskiego i Michała Jarosa w prawach członków partii na trzy miesiące.

Reklama

 


Rzecznik dyscypliny partyjnej skierował też do Krajowego Sądu Koleżeńskiego wnioski dyscyplinarne przeciwko tym osobom.


 

 


Wrocławski poseł Michał Jaros właśnie odniósł się do tych wydarzeń i wydał w tej sprawie oświadczenie.


 


- W związku z ostatnimi publikacjami medialnymi w związku z tzw. „aferą taśmową”, chciałbym oświadczyć, że nikomu nie obiecywałem pracy w zamian za poparcie podczas zjazdu w Karpaczu. Jest mi przykro, że zostałem powiązany z taką sytuacją - pisze Michał Jaros.

Poseł podkreśla, że rozumie, że opisana przez media sprawa budzi dezorientację i oburzenie opinii publicznej, a w szczególności osób, które oddały na niego głos podczas ostatnich wyborów parlamentarnych.

Reklama

 


Moje dobre imię zostało narażone na szwank, dlatego czekam z niecierpliwością na obrady Sądu Koleżeńskiego, który wyjaśni sprawę. Jednocześnie chciałbym podziękować za dziesiątki sygnałów wsparcia. Dołożę wszelkich starań, by odbudować Państwa zaufanie do mnie - dodaje Jaros.
tm

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości