O dużym farcie mogą mówić piłkarze Śląska Wrocław po meczu z Lechią Gdańsk. Wrocławianie zagrali kiepski mecz, ale mimo to zdołali wyciągnąć z niego punkt. Gola na wagę remisu strzelił tuż przed końcem spotkania Piotr Ćwielong, któremu pomógł - popełniając fatalny błąd - bramkarz Lechii.
Nuda, nuda i jeszcze raz nuda - tak w skrócie można opisać niedzielny mecz Śląska Wrocław z Lechią Gdańsk. Kibice na trybunach pewnie bawili się dobrze pomimo wątpliwej jakości widowiska na murawie. Bo fani obu ekip przyjaźnią się od lat i każdy mecz drużyn, którym kibicują, jest dla nich okazją do wspólnej zabawy. I w zasadzie dobrze, że kibice mieli powód do radości. Gdyby mieli jej szukać oglądając to, co się dzieje na murawie, wielu z nich mogłoby uciąć sobie dłuższą drzemkę.O pierwszej połowie tego meczu trudno powiedzieć cokolwiek dobrego. Ot, odbyła się, bo musiała. Po piłkarzach Śląska było widać, że w ostatnich dniach dostali nieco w kość. Najpierw zaliczyli trudny mecz ligowy w Warszawie z Polonią, później mieli ciężką przeprawę w Krakowie z Wisłą, w meczu Pucharu Polski. I zmęczeniem można było tłumaczyć to, że Śląsk grał niemrawo, zbyt niedokładnie i bez pomysłu na to, jak sforsować obronę Lechii. Czujnosć bramkarza Lechii Bartosza Kanieckiego dwa razy sprawdził Dalibor Stevanović - w tym strzałem przewrotką, zakończonym dość efektownym upadkiem na murawę. I to by było na tyle, jeśli chodzi o zagrożenie, które stworzył Śląsk w tej części meczu. Piłkarze Lechii też zaprezentowali się, żeby ująć do łagodnie, bardzo przeciętnie. I nieco więcej pracy obrońcy Śląska mieli z nimi tylko w pierwszym kwadransie gry. Najpierw soczysty strzał Piotra Wiśniewskiego zablokował Marcin Kowalczyk, a później Przemysław Kaźmierczak w ostatniej chwili wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Adama Dudy.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze