W skórę ma werżnięty zardzewiały łańcuch, a wokół krąży rój much. W takich warunkach żyje byk hodowany w jednym z gospodarstw w gminie Czernica pod Wrocławiem. Wrocławska Ekostraż chce go odebrać właścicielowi. Ten twierdzi, że zwierzętami codziennie się zajmuje, ale nie wzywa do nich weterynarzy, bo ci "g... wiedzą".
- W większości jesteśmy szowinistami gatunkowymi. Dzielimy zwierzęta na te do kochania i te do jedzenia. To ma psychologiczny wpływ na nasze postrzeganie cierpienia zwierząt. Jesteśmy bardziej skłonni zaakceptować, to co nieuniknione w nowoczesnych hodowlach - cierpienie zwierząt. Jesteśmy w stanie przymykać na nie oczy. Wolimy nie wiedzieć i nie wiedzieć. Żeby nie psuć sobie smaku - piszą brutalnie przedstawiciele Ekostraży, którzy interweniowali w sprawie zmaltretowanego byka. Miał werżnięty w skórę zardzewiały łańcuch, krwawił. Właściciel zadeklarował, że zwierzęta dogląda na co dzień, ale "nie chodzi z nimi do weterynarza, bo g... wiedzą".
Samo oswobdzenie byka z łańcucha trwało około 4 godziny. I nie byłoby możliwe, gdyby nie turystka, która całą sprawę zgłosiła do Ekostraży. - Rana byłą okropna, przynajmniej dwutygodniowa, objęta silną martwicą, wypełniona larwami. Nad wszystkim fruwały muchy, od których nie sposób było się opędzić" - relacjonuje Ekostraż.
Byka nie można było odebrać, Ekostraż skierowała sprawę na policję oraz zwróciła się do gminy Czernica, by umieściła byczka w innym gospodarstwie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze