Mimo trwającej ponad pół godziny reanimacji, nie udało się uratować mężczyzny, który utonął w Widawie we Wrocławiu. Przyczyny tragedii badają policja i prokuratura.
O ubraniach pozostawionych na brzegu rzeki ratowników zawiadomiono o godzinie 16.24, dosłownie chwilę po tym, gdy zakończyła się kilkugodzinna akcja na Moście Grunwaldzkim, gdzie desperat groził skokiem ze szczytu mostu do wody.
Tym razem alarm dotyczył Widawy w okolicach Mostu Widawskiego (przy ulicy Fryzjerskiej - boczna Sułowskiej, tuż przy wyjeździe z miasta "starą" drogą nr 5). - Po przybyciu na miejsce zdarzenia strażacy zauważyli sylwetkę mężczyzny znajdującego się pod taflą wody - przekazała Wodna Służba Ratownicza. Natychmiast do akcji wezwano płetwonurka, który z głębokości dwóch metrów wydobył poszkodowanego na brzeg
Choć mężczyzna nie dawał oznak życia, wszystko wskazywało na to, że wodzie przebywał niedługo. Przystąpiono więc do reanimacji, którą kontynuowało potem pogotowie ratunkowe. Jak poinformowali ratownicy, po 35 minutach bezskutecznej reanimacji, odstąpiono od dalszych czynności ratowniczych i stwierdzono zgon mężczyzny. Jak wstępnie przekazano, ofiarą jest 72-latek.
Przyczyny tragedii badają policja i prokuratura.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze