Reklama

Zwycięstwo wrocławskiego wojownika. Damian Janikowski triumfuje na KSW 55!

10/10/2020 23:06

Miało być spokojniej, pewniej, bardziej metodycznie. I było. Damian Janikowski nie miał w Łodzi łatwej przeprawy, ale dzięki dobrym zapasom pokonał niejednogłośną decyzją sędziów Andreasa Gustafssona na gali KSW 55.

Janikowski stał w tym pojedynku przed wyzwaniem udowodnienia, że wciąż może być zawodnikiem na miarę swojego potencjału. Że nadzieja jeszcze jest, a porażki z Szymonem Kołeckim, czy Aleksandarem Iliciem to przeszłość, zasługująca na odejście w cień. Oprócz tego, wrocławianin chciał również pokazać, iż potrafi uczyć się na błędach, a jego wojownicze zapędy do nokautowania za wszelką cenę oraz popisywania się zapasami, często niepotrzebnie, mogą pozostać pod kontrolą i tym razem nie doprowadzą do jego porażki. Naprzeciwko brązowego medalisty olimpijskiego stanął niepokonany jak dotąd Szwed Andreas Gustafsson. Wśród jego dotychczasowych rywali, brakowało może mocnych nazwisk, ale aby odkrywać zawodników z potencjałem, trzeba było dawać szansę właśnie takim jak on.


Już na starcie walki, Szwed ruszył z nawałnicą ciosów na Janikowskiego, ale ten nie tylko bez problemu to przetrzymał, ale błyskawicznie obalił rywala. Przez większość pierwszej rundy wrocławianin dominował nad Gustafssonem w parterze. Nawet gdy Szwedowi udało się wrócić na nogi, Polak nie miał zamiaru walczyć z nim w stójce. Zresztą nie dziwne, bo rywal każdy cios wyprowadzał w taki sposób, jakby chciał urwać głowę Janikowskiemu. Wrocławianin ponownie z łatwością go przewrócił i dopiero pod koniec rundy pozwolił na powrót do pozycji stojącej.

Reklama

Druga runda przyniosła mały kryzys brązowemu medaliście olimpijskiemu. Gustafsson wyglądał na zawodnika z dużo większym zapasem sił i znów powróciły obawy co do kondycji Polaka, która w poprzednich walkach prezentowała się bardzo słabo. Próby obalenia rywala, może i były dla Janikowskiego udane, ale po każdej Szwed błyskawicznie wracał do stójki. Tam z kolei czuł się naprawdę bardzo dobrze, dominując nad wrocławianinem. Na szczęście nie powtórzył się scenariusz z walki Damiana z Szymonem Kołeckim i nasz reprezentant nie poszedł z przeciwnikiem na dziką wymianę ciosów. Dzięki temu nie dał się znokautować, choć ta odsłona walki poszła dość wyraźnie na konto rywala.


Można było się martwić, jak Janikowski wyjdzie z kryzysowej sytuacji, gdyż wcześniej wychodziło mu to bardzo kiepsko. Otóż nie tym razem. Gustafsson był co prawda wciąż groźny w wymianie ciosów, jednak z upływem czasu trzeciej rundy, wrocławianin wyglądał coraz lepiej. Udało mu się nawet ściąć Szweda z nóg potężnym kopnięciem na łydkę. Do jego arsenału powróciły także udane sprowadzenia, a po takim jego rywal nie miał już siły aby wstać. Pod koniec walki Janikowski nie powstrzymał się przed efektownym rzutem zapaśniczym, ale wówczas to już nie miało znaczenia. Wrocławianin wygrał, choć niejednogłośną decyzją sędziów, co uważam za dość zaskakujący werdykt, bo pierwsza oraz trzecia runda wyraźnie należały do Polaka.

Reklama

Nareszcie, można powiedzieć. Nareszcie Damian Janikowski pokazał, że potrafi podejść taktycznie do pojedynku. Wiedział, że walka w stójce to domena Andreasa Gustafssona, co zresztą potwierdził przebieg walki, i gdy mógł to uciekał do parteru w którym dominował. Wciąż czeka go sporo pracy na bakiem z paliwem, bo ten kryzys w drugiej rundzie mógł skończyć się źle, a przeciwko lepszemu rywalowi, zapewne by się skończył. Tak czy inaczej, wrocławianin powrócił na zwycięską ścieżkę i teraz dużo spokojniej może pracować nad dalszym rozwojem.


Bartosz Królikowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości