Reklama

Ministerstwo zabrania wypuszczać pacjentów z koronawirusem. Lekarze: „Szpitale zatkają się błyskawicznie”

13/03/2020 11:56

Szpitale zakaźne mają zakaz wypuszczania pacjentów z koronawirusem do domu. Do tej pory osoby, u których choroba miała łagodny charakter, mogły leczyć się w warunkach kwarantanny domowej, by nie blokować miejsc w szpitalach dla osób, których życie może być zagrożone. Specjaliści obawiają się, że przy zapowiadanym wzroście liczby chorych, szpitale w szybkim czasie mogą się „zapchać”.

– Jestem tym zaskoczony. Chciałbym usłyszeć, jakie są merytoryczne powody tego rodzaju zarządzenia. W żadnym innym kraju to nie obowiązuje – mówi prof. Krzysztof Simon, wojewódzki konsultant ds. zakaźnych, który nie rozumie decyzji dotyczącej konieczności zatrzymywania wszystkich zarażonych, w tym bezobjawowych. – Jeśli będzie więcej przypadków: 100 czy 1000, a w szpitalu jest 300 łóżek, łącznie z oddziałami internistycznymi i pediatrycznym, to szpital zatka się błyskawicznie – komentuje lekarz.


Przypomnijmy, że we Wrocławiu odnotowano przypadki wypuszczania do domu pacjentów, u których potwierdzono obecność koronawirusa. Jedną z takich osób była młoda kobieta, której stan jest bardzo dobry.

Reklama

Namioty przed szpitalem przy Koszarowej


Już teraz dziennie do szpitala przy ul. Koszarowej zgłasza się kilkadziesiąt pacjentów, którzy podejrzewają u siebie zakażenie koronawirusem. Zdecydowana większość z nich to osoby, które nie potrzebują pomocy lekarza, a często nawet nie mają objawów zakażenia.


Władze szpitala, żeby zminimalizować ryzyko zakażenia tych osób przebywających w niewielkim pomieszczeniu izby przyjęć, podjęły decyzję, że w piątek przy szpitalu staną specjalne namioty, w których będzie dokonywany tzw. triaż, czyli wstępna selekcja pacjentów. – To jest podyktowane względami epidemiologicznymi i troską o pacjentów. Ilość zgłaszających się osób z dnia na dzień jest coraz większa – tłumaczy dr Grzegorz Madej , ordynator 2. oddziału zakaźnego szpitala przy ul. Koszarowej.

Reklama

W polowych izbach przyjęć pacjenci będą poddani wywiadowi medycznemu. To tutaj zostaną wykonane pacjentom podstawowe badania takie jak choćby pomiar temperatury ciała, czy pulsu oksymetrii. – Na podstawie tego wstępnego wywiadu zapadnie decyzja, co dalej z pacjentem robić. Jeżeli pacjent będzie wymagał kontaktu z lekarzem, to zostanie zaproszony na izbę przyjęć – zapowiada dr Madej.


Lekarze proszą też, by pacjenci podejrzewający u siebie zakażenie koronawirusem, w miarę możliwości dojeżdżali do szpitala własnymi samochodami. Pomoże to nie tylko w ograniczeniu rozprzestrzeniania się wirusa w trakcie transportu, ale też zminimalizować ryzyko zakażenia w trakcie procedury przyjmowania do szpitala (pacjent może zostać poproszony o poczekanie na przyjęcie wewnątrz samochodu).

Reklama

Koronawirus. Kto powinien zgłosić się do szpitala?


Do szpitala powinny zgłaszać się osoby, które miały realny kontakt z osobami zarażonymi koronawirusem oraz zauważyły u siebie objawy tej choroby, tj. wysoką gorączkę, kaszel i duszności.


ZOBACZ TEŻ: Profesor do lekarzy: „Nie przysyłajcie nam wszystkich pacjentów, którzy kichają i prychają...”


W związku z tym, że Polska została uznana za region transmisji lokalnej, jednym z warunków podejrzenia nie jest już przyjazd zza granicy. Lekarze wyliczają jednak, że obecnie do placówek medycznych zgłaszają się osoby, które w wyniku paniki niepotrzebnie się na to decydują. Pacjenci bezobjawowi, czy ze skąpo-objawowymi odległościami, powinny się leczyć samodzielnie w domu.

Reklama


Zostańmy w domu!


Konsultant ds. zakaźnych, prof. Krzysztof Simon, który od początku apeluje, by do sprawy pandemii koronawirusa podchodzić bez paniki, radzi by unikać dużych skupisk ludzkich. W piątek tłumaczył też, że nienajlepszym pomysłem jest wizyta w kościele, czy wyjście z dzieckiem na plac zabaw. – Nie mam nic przeciwko mszom i praktykom religijnym, ale to nie jest czas i miejsce, żeby przy epidemiach grypy i tego wirusa spotykać się w tak zagęszczonych miejscach – tłumaczy ekspert. I dodaje, że w Korei jedno z ognisk koronawirusa miało miejsce właśnie w świątyni.

Reklama

Prof. Simon krytykuje też lekkomyślne podejście do sprawy przez młodzież, która zapowiada imprezy i spotkania towarzyskie mimo apeli o nieorganizowanie takowych. – To jest absolutnie nieakceptowalne – mówi stanowczo.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości