Tomasz tylko zapytał o zaśnieżoną ulicę. Mateusz - o korki w mieście. Jarosław napisał że prezydentowi dużego miasta nie przystoi publikować na publicznym profilu swoich zdjęć w samym szlafroku. Osiedlowy radny ze Swojczyc został zablokowany bo spytał prezydenta dlaczego ten nie chce się spotkać z radą osiedla. Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk masowo blokuje w internecie mieszkańców, którzy zadają mu niewygodne pytania. Ci założyli na Facebooku grupę "Zablokowani przez Prezydenta Sutryka" i tam komentują jego pracę. Już bez cenzury. Prawo mówi tymczasem jasno: blokowanie na Facebooku tych, którzy pytają prezydenta o jego pracę to łamanie Konstytucji.
Do Facebookowej grupy "Zablokowani przez Prezydenta Sutryka" należy już prawie 400 osób. - Można tutaj komentować jego bieżące posty bez obawy o zablokowanie - napisał założyciel grupy. Internauci wymieniają się powodami, dla których Jacek Sutryk pozbawił ich możliwości dyskusji na związanych z nim miejskich profilach, albo nawet zupełnie zablokował możliwość ich wyświetlania. Obrażali innych? Byli wulgarni? Nie. Najczęściej tylko krytykowali. Albo po prostu pytali.
Dlaczego Jacek Sutryk i miejscy urzędnicy blokują wrocławian na prezydenckich profilach? W ratuszu konsekwentnie przekonują, że... profile Jacka Sutryka w mediach społecznościowych są jego prywatną własnością, a zostały jedynie przez niego użyczone miastu. - Własnością dysponuje pan Jacek Suryk, natomiast użyczył bezpłatnie swój profil i przekazuje informacje o mieście, i o tym, co się dzieje – mówiła Renata Granowska, wiceprezydent Wrocławia podczas sesji rady miejskiej, na której radni zajmowali się skargami na zachowanie prezydenta.
Prawnicy są jednak innego zdania niż wiceprezydent Wrocławia. Jego konta to własność miasta. Zwłaszcza, że zarządzaniem nimi zajmują się w godzinach pracy także miejscy urzędnicy. Co więcej - urząd blokując komentarze internautów łamie prawo. Blokowanie dopuszczalne jest tylko wtedy, gdy komentarze są wulgarne lub obraźliwe. Gdy są jedynie krytyczne, albo są tylko pytaniami - nawet niewygodnymi dla prezydenta - blokować ich nie wolno.
- Organ władzy, jak każdy użytkownik medium społecznościowego, godzi się z zasadami i sposobem jego funkcjonowania. Główną możliwością oferowaną przez portal, obok publikowania postów, jest wspomniana już opcja komentowania publikacji innych użytkowników. Nie może budzić wątpliwości, że reakcje społeczeństwa na posty organu mogą być zarówno pozytywne, jak i negatywne, z czym organ jako właściciel konta musi się liczyć. Założeniem mediów społecznościowych jest bowiem swoboda wypowiedzi, w granicach nienaruszających obyczajności, przepisów prawa, czy dóbr osobistych innych osób i podmiotów - orzekł w styczniu 2021 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku.
- Konstytucja każdemu obywatelowi zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, zaś cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Nie jest przy tym ograniczona forma wyrażania tych poglądów, tj. wypowiedzi ustne na forum, pisemne, czy też z wykorzystaniem zdobyczy technologii za pośrednictwem mediów społecznościowych. Każda z tych form podlega takiej samej ochronie - argumentuje dalej Sąd.
- Wolność słowa i swoboda wypowiadania się obywateli na temat działań podejmowanych przez organy władzy i osoby pełniące funkcje publiczne stanowi podstawowy element porządku prawnego, jest bowiem filarem demokratycznego państwa prawnego - czytamy w uzasadnieniu wyroku.
- Jeżeli organ wybiera taką drogę komunikacji z obywatelami, to winien jest przestrzegać praw określonych w Konstytucji, ta zaś dopuszcza zarówno wypowiedzi aprobujące, jak i krytyczne. Wobec tego organ powinien znosić krytykę ze strony obywateli formułowaną za pośrednictwem portali społecznościowych organu, a jej wyrażanie nie powinno wiązać się z ograniczaniem dostępu do publikowanych na tym portalu informacji i możliwością wyrażania opinii w sprawach publicznych na profilu organu. Takie działanie stanowi bowiem zarówno naruszenie art. 54, jak i art. 61 Konstytucji RP, a ponadto działa jako pewien rodzaj cenzury, ograniczający wybranym obywatelom jawność działalności organu, który też może zniechęcać ich do tego rodzaju aktywności w przyszłości - uzasadnia sąd administracyjny.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze