Skandal we wrocławskim sądzie okręgowym. Dziś miał rozpocząć się proces w sprawie zbrodni miłoszyckiej. Ale nic takiego się nie stało. Wszystko przez ławniczkę Violettę Brodziak, która nie przyznała się przed procesem, że jest klientką adwokata jednego z oskarżonych.
Taka sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Ławniczka Violetta Brodziak zasiadła w składzie sędziowskim, który miał orzec, czy dwóch oskarżonych mężczyzn, faktycznie – jak uważa prokuratura – brutalnie zgwałciło i zamordowało 15-letnią Małgosię. Chodzi o tzw. zbrodnię miłoszycką, za którą niewinnie skazany został Tomasz Komenda.
Jednak zanim sędzia przewodniczący Marek Poteralski rozpoczął proces, zgłosił się adwokat Ireneusza M. Oznajmił on, że Violetta Brodziak jest jego klientką w prywatnej sprawie. Oburzające jest to, że ławniczka sama nie przyznała się do tego faktu wcześniej. Czyżby nie wiedziała, że zatajenie takiej informacji może doprowadzić do – delikatnie mówiąc - komplikacji? A może po prostu zapomniała, kto jest jej adwokatem? Violetta Brodziak nie chciała rozmawiać z dziennikarzami.
Prokuratura uznała, że taka znajomość, może mieć wpływ na wyrok. Dlatego też wniesiono o wykluczenie kobiety ze składu. Sama ławniczka po ujawnieniu tych faktów sama zresztą napisała oświadczenie, że chce się wyłączyć ze składu. Teraz ławniczka Brodziak będzie musiała odejść, a jej zajmie rezerwowy ławnik, ale nie mogł on dzisiaj uczestniczyć w rozprawie, więc ta rozstała odroczona na przyszły tydzień.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze