Pasażerowie MPK nie mają lekkiego życia po tym, jak w środę wieczorem rozpędzone volvo, prowadzone przez 60-latka, uszkodziło słup sieci trakcyjnej przy torowisku na ulicy Legnickiej, w rejonie Magnolii. Powrót z pracy do domu tą trasą przypomina szkołę przetrwania.
Duszno, gorąco, tłoczno, nerwowo - tak jest w autobusach i tramwajach zastępczych, kursujących między placem Jana Pawła II a Leśnicą i Stadionem Wrocław. Piątkowy powrót z innych części miasta do domów dał się pasażerom mocno we znaki. Ludzie nie mieszczą się w autobusach, zastępujących tramwaje na trasie plac Jana Pawła II - Kwiska. Niejednokrotnie próby wpychania się na siłę na podkład pojazdów kończą się kłótniami. Na przystankach czekają potężne tłumy.
CZYTAJ TEŻ: TYDZIEŃ BEZ TRAMWAJÓW NA LEGNICKIEJ
W środku trudno się oddycha - uchylanie okien przy braku klimatyzacji niewiele daje, bo właśnie poprawiła się pogoda i wzrosła temperatura powietrza. Ci, którzy chwalili sobie fakt, że tramwajem omijają korki na Legnickiej, już nie mają tego komfortu - autobus tkwi w nich na równi z samochodami.
Co chwilę ktoś przeprasza kogoś przez telefon, że gdzieś się spóźni albo zupełnie nie dojedzie. Wyzwaniem jest również wysiadanie - dotarcie do drzwi graniczy z cudem. Później z przystanku na Kwiskiej trzeba jeszcze przejść przez ulicę i dostać się do tramwaju z literą "R" na wyświetlaczu. O ile akurat przyjechał.
Sam przejazd skód z zajezdni na przystanek to skomplikowana operacja, zwłaszcza w godzinach szczytu. Pracownicy MPK muszą w tym celu wstrzymywać ruch aut na Legnickiej, a piesi przebiegają na czerwonym lub między samochodami, żeby zdążyć się przesiąść.
ZOBACZ: TRAKCJĘ NA LEGNICKIEJ USZKODZIŁO AUTO
A kiedy już myśleliśmy, że tortury dobiegają końca, w tramwaju, jadącym do Leśnicy, zepsuły się drzwi. Na szczęście, ostatecznie motorniczy nie kazał nam opuszczać wagonów i czekać na kolejną zatłoczoną skodę, ale na każdym przystanku zamykał je po kilkanaście razy, do skutku. Średnio przejazd tą trasą trwa dwa razy dłużej niż zwykle.
Na efekty na drogach nie trzeba było długo czekać. Część osób, która na co dzień wybiera np. system park & ride, zniechęcona utrudnieniami, wybrała auto na całej długości swojej codziennej trasy. W rezultacie korki na zachodzie miasta są większe niż zwykle. Nie ma to jak przygoda - i tak co najmniej do środy!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze