Reklama

Więcej niż tylko słowa. Teatr faktu w Instytucie Grotowskiego

17/03/2019 21:26

Wbrew obawom nie rozczarował mnie przegląd teatru dokumentalnego w Instytucie Grotowskiego. Zastanawiałem się, czy twórcy spektakli poradzą sobie z teatrem faktu, który jest w Polsce mało znany i rzadko wystawiany. Na szczęście wypowiadane w tych spektaklach słowa nie okazały się jedynie pustymi ideami.

– Zestawienie słów „fakt” i „teatr” brzmi w naszych czasach jak sprzeczność – mówi opiekun artystyczny projektu, Krzysztof Kopka. – Fakt jednak od zawsze tkwi w samym sercu spektaklu, który był i jest opowieścią o czyimś życiu. Ta opowieść jest czasami prosta, czasami złożona, rozbrzmiewa wieloma głosami, które potrafią się ze sobą spierać i sobie zaprzeczać, zadziwia wciąż nieprzewidywalnością i autentycznością – dodaje.


– Podczas przeglądu królować będzie słowo żywe, potoczne, nagrane i spisane podczas dziesiątek godzin wywiadów z osobami opowiadającymi piękne i okropne historie – zapowiadał Kopka.

Reklama

Jak pisał słynny reżyser i teoretyk teatru Peter Brook: „słowo jest niczym rękawiczka – przedmiot nieożywiony, który można oglądać na wystawie, czy nawet w muzeum. Życie nadaje mu włożona do środka dłoń – wszystkie odcienie życia, od banału po wzniosłość”.


Brook słusznie zauważył, że jeśli twórcy traktują to co zostało ujęte w słowa jako mapę i ściśle się jej trzymają, może się okazać, że ta droga prowadzi donikąd. Dlatego obawiałem się, że na przeglądzie teatru faktu usłyszę tylko piękne słowa.


Tymczasem – jak pisał Brook – słowo może być też magnesem i wydobyć na powierzchnię materiał tkwiący dotąd w nieświadomości. Odnoszę wrażenie, że właśnie to miało miejsce w trakcie prac nad spektaklem „Nowi” w reżyserii Jakuba Tabisza, w którym mieszkający we Wrocławiu młodzi Ukraińscy wcielili się w ekspertów opowiadających swoje historie i dzielących się swoimi refleksjami. Równie przejmujące były pauzy, krótkie chwile ciszy, które nadawały spektaklowi jeszcze większej siły i autentyczności. O spektaklu więcej pisaliśmy tutaj.

Reklama

Z siłą słów, które nie przemawiają przecież same, zetknąłem się także podczas oglądania spektaklu „Co po nas zostaje”. Jego twórcy, Martyna MatoliniecAleksander Maciejczyk, inspirowali się i bazowali na prawdziwych historiach z życia Stanisława MaciejczykaZofii Dudek - Daśko, próbując przejrzeć się w ich obrazie jak w lustrze. Autorzy spektaklu, bazując na wspomnieniach, mieszali rzeczywistość z nieodłączną potrzebą zrozumienia przeszłości. Zadali pytanie, jak zapisujemy się w pamięci i co w niej pozostaje.


Sukces ich spektaklu wynika z tego, że tymi historiami zajęli się empatyczni artyści z pomysłem na to, jak przełożyć wspomnienia na język teatru. Młodzi twórcy zaufali swojej intuicji i konsekwentnie podążali tropem swoich pomysłów, dzięki czemu rezultat nie był jedynie recytacją tekstu. Cieszy mnie, że Martyna Matoliniec i Aleksander Maciejczyk wybrali własną drogę i bardzo ciekawą formę.

Reklama

Właśnie dlatego „Co po nas pozostaje” przemówiło do mnie równie mocno co „Pamiętnik” w reżyserii Jolanty Sakowskiej – przejmujący monodram będący czytaniem tytułowego pamiętnika nieżyjącej osoby, odkrywaniem jej przeszłości, próbą zrozumienia i przeżycia jej drogi życiowej.


Bezpretensjonalnym powiewem świeżości była dla mnie natomiast „TanGala” Roberta Traczyka – świetny przykład tego, że teatr ma charakter wspólnotowy i nie powstaje w odosobnieniu. Jego scenariusz powstał na podstawie wywiadów przeprowadzonych z polskimi tancerzami Lindy Hop, których można było zobaczyć na scenie. Taneczna rodzina przeniosła się więc na deski teatru, tworząc rodzinę taneczno- teatralną i zapraszając do niej publiczność.

Reklama

Ten pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i tańczący aktorzy zaimponowali mi nie tylko umiejętnościami tanecznymi – przede wszystkim wnieśli do spektaklu bardzo dużo pozytywnej energii i odgrywali m.in. komiczne scenki z przymrużeniem oka. Nie dziwię się, że Robert Traczyk postanowił włączyć to do „TanzGali”. O spektaklu więcej pisaliśmy tutaj.


Najmocniejszy spektakl wystawiono jednak na sam koniec. Marcin Zabielski, reżyser „Instrukcji montowania dzieci” zaprosił publiczność  do wspólnego pisania wielobarwnej instrukcji obsługi. – Chcemy podzielić się z tobą historiami, które przewietrzyły pokłady naszej wrażliwości i wpuściły magiczny pył zrozumienia do zamkniętych w puszce wspomnień – napisano w zapowiedzi przeglądu.

Reklama

Właśnie w tym spektaklu z pełną mocą objawiła mi się siła teatru dokumentalnego – za sprawą spontanicznych fraz, które rodziły się zarówno w toku powstawania tekstu i rozmów z pierwowzorami bohaterów, jak i w czasie dyskusji z publicznością.


W trakcie oglądania „Instrukcji montowania dzieci” odniosłem wrażenie, że obcowałem z mową nie literacką i teatralną, tylko zwykłą i przez to bardziej autentyczną. Dodatkowo aktorzy wypowiadali słowa tak, że w nich rezonowały. Pauzy aktorów również miały w sobie wielką moc. Efekt był intrygujący i przejmujący.

Reklama

Cieszę się, że w Instytucie Grotowskiego miał miejsce przeglądu „Teatr na faktach” i czekam na więcej.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości