Był wtorek, szósta rano. Do mieszkania Grzegorza Brauna we Wrocławiu zapukała policja. Cel: doprowadzić polityka do aresztu. Ale Brauna w domu nie było. Przyjechał dopiero po dwóch godzinach, gdy dowiedział się że policjanci przeszukują jego mieszkanie. O ósmej rano był już za kratami. Areszt to kara, jaką wymierzono Grzegorzowi Braunowi w 2014 roku za znieważenie wrocławskiego sądu. Teraz Braun znów próbuje grać na nosie wymiarowi sprawiedliwości. Po tym, gdy wczoraj nie wrócił na przesłuchanie i zniknął z prokuratury, śledczy chcą zarządzić jego przymusowe doprowadzenie przez policję.
W 2014 roku Grzegorz Braun spędził we wrocławskim areszcie 7 dni. Dwugodzinną pikietę w jego obronie organizował Kornel Morawiecki, lider Solidarności Walczącej i ojciec późniejszego premiera Mateusza Morawieckiego. Ale sąd zdania nie zmienił. Braun musiał odsiedzieć za kratami całą karę.
A zaczęło się od pikiety narodowców. W 2008 roku pod katedrą na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu doszło do ich starć z manifestującymi przeciwko homofobii. Policja odgrodziła sympatyków Narodowego Odrodzenia Polski, zamknęła ich w kordonie i rozpoczęła wywożenie manifestantów. Akcja trwała przez kilka godzin. W pewnym momencie na Ostrowie Tumskim zjawił się Braun. Obrażał policjantów. Jednego z nich nazwał "osiłkiem w kurtce w kratkę" oraz "bandytą". Nie słuchał poleceń funkcjonariuszy, ostatecznie został więc skuty i zabrany na komisariat. Ale zanim policjanci założyli mu kajdanki, wyłamał jednemu z nich kciuk.
Po latach sąd skazał go za to na dwa tysiące złotych grzywny. - Funkcjonariusze nie przebywali podczas na tej manifestacji dla przyjemności. Byli tam, by ochraniać manifestujących przed innymi, agresywnymi manifestantami. Zaś zachowanie oskarżonego było dość banalne: przeciwstawił się on działaniom policji podjętym zgodnie z prawem. Gdyby zachował się prawidłowo, żadnych negatywnych konsekwencji by nie doświadczył i to, czy jest reżyserem i politykiem, nie ma w tej sprawie żadnego znaczenia - uzasadniał swój wyrok sędzia Grzegorz Szepelak.
Jednak zanim wyrok zapadł, Braun trafił do wspomnianego aresztu. Dlaczego?
W trakcie jednej z rozpraw dotyczących agresji wobec policjanta, Grzegorz Braun obraził sąd. Dostał za to 1000 zł kary porządkowej. Złożył zażalenie na tę decyzję. Podczas ogłaszania orzeczenia wkurzył się na sędzię, wyszedł z sali przed końcem rozprawy i trzasnął drzwiami. Sąd wymierzył mu więc 7 dni aresztu jako karę porządkową.
We wtorek 29 lipca 2014 roku policja zjawiła się w mieszkaniu Brauna na Krzykach. Zaprzeczyła, bo zostało ono przeszukane. Gdy Braun przyjechał do mieszkania, został - zgodnie z zaleceniem sądu - zatrzymany, a potem aresztowany.
– Grzegorz przebywa sam w celi monitorowanej przez dwie kamery. Podczas ciszy nocnej, pomiędzy godz. 22 a 6, jest budzony co godzinę przez zapalane w celi światło. Odmówił podnoszenia się na każde otwarcie wizjera, za co został ukarany odłączeniem radiowęzła. Problemem jest brak dostępu do wody pitnej, poza dostępną i niezachęcającą „kranówką”. Jest w więzieniu i jest traktowany jak przestępca – skarżyła się prawicowym mediom przyjaciółka polityka.
Przed aresztem protestował Kornel Morawiecki, ówczesny lider Solidarności Walczącej. "Uwolnić Brauna", "Grzegorz, trzymaj się, Jesteśmy z Tobą" - wykrzykiwał. Ale Braun musiał odsiedzieć całą karę za obrazę sądu.
Teraz znów próbuje grać wymiarowi sprawiedliwości na nosie. Od kilku miesięcy gra w kotka i myszkę z wrocławską prokuraturą, która próbuje postawić mu zarzuty związane z pozbawieniem wolności, naruszeniem nietykalności osobistej i znieważeniem lekarki - ginekolog ze szpitala w Oleśnicy. Braun w ciągi kilku ostatnich tygodni już cztery razy uniknął konfrontacji z prokuratorem. Najpierw przedstawił zwolnienie lekarskie, potem oskarżył mającą stawiać mu zarzuty prokurator o przestępstwo. Gdy wyznaczono trzeci termin nie przyjechał, bo miał ważne sprawy jako europoseł. Gdy wczoraj wreszcie pojawił się we Wrocławiu, znów złożył wniosek o wyłączenie jednej ze śledczych. Zarządzono przerwę w przesłuchaniu, a gdy się skończyła, Brauna w prokuraturze już nie było. Zniknął bez śladu. W tej sytuacji prokuratorzy chcą prosić Parlament Europejski o zgodę na zatrzymanie Brauna przez policję i przymusowe doprowadzenie do prokuratury. Za przestępstwa, których popełnienie chce zarzucić europosłowi prokuratura, grozi kilka lat więzienia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Bräuna miejsce jest w obwodzie kaliningradzkim. Niech się w naszym mieście nie pojawia ten zły czlowiek
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
To ten przyglup ma jakichs wielbicieli?
Bräuna miejsce jest w obwodzie kaliningradzkim. Niech się w naszym mieście nie pojawia ten zły czlowiek