Tysiące ludzi robią sobie zdjęcia na tarasie widokowym zamku Książ. Niewielu z nich wie, że wystarczy przejść niecały kilometr w linii prostej, żeby znaleźć się przy ruinach zamku, który jest od niego starszy – i skrywa jedną z ciekawszych zagadek Dolnego Śląska.
Przez dekady Stary Książ traktowano trochę jak dekorację. W przewodnikach i opracowaniach można było przeczytać, że to sztuczna ruina wzniesiona w XVIII wieku – malownicza atrapa, którą Hochbergowie postawili sobie na widok z okien Książa, żeby ich rezydencja miała odpowiednio gotycki sztafaż.
Tyle że to nieprawda. Badania archeologiczne przeprowadzone przez Krzysztofa Jaworskiego pokazały coś zupełnie innego: pod warstwami XVIII-wiecznej przebudowy kryją się autentyczne, znacznie starsze fundamenty. Odkryto suchą fosę i ślady podgrodzia otoczonego wałami – pozostałości prawdziwej średniowiecznej warowni. Co więcej, historycy coraz poważniej biorą pod uwagę hipotezę, że pierwszy gród stał na tym wzgórzu już w IX–X wieku, na długo przed tym, jak w ogóle powstał zamek Książ. Miejsce to leżało na styku wpływów Piastów i czeskich Przemyślidów – czyli było ważne, zanim jeszcze ktokolwiek pomyślał o budowie zamku po drugiej stronie wąwozu.
Innymi słowy: to nie Stary Książ jest podróbką Książa. To raczej Książ jest w pewnym sensie "spadkobiercą" tego miejsca.
Lokalna legenda głosi, że gdy Bolko I Surowy był jeszcze giermkiem, zabłądził w tutejszych lasach. Błąkał się długo, aż w końcu trafił na wzgórze, z którego roztaczał się zapierający dech widok na morze drzew. W tym samym miejscu miał znaleźć bryłkę węgla, którą podarował królowi – w podzięce dostał zgodę na wybudowanie warowni. Stąd, według podania, wzięła się niemiecka nazwa Fürstenstein – "Książęcy Kamień".
Fakty są równie ciekawe co legenda: między 1290 a 1295 rokiem Bolko I Surowy, książę świdnicko-jaworski, postawił tu murowany zamek i przeniósł do niego swoją siedzibę z Lwówka Śląskiego. W jego wnętrzu mieściła się nie tylko sala reprezentacyjna czy zbrojownia, ale też sala sądowa i izba więzienna z izbą tortur. Pod kaplicą, połączoną krużgankami z głównym budynkiem, ziała czarna dziura lochu – pozostałość jeszcze starszej, średniowiecznej budowli.
Chwała zamku trwała jednak stosunkowo krótko. Już wnuk Bolka I, Bolko II Mały, przeniósł się na drugi brzeg Pełcznicy – do miejsca, gdzie dziś stoi zamek Książ. Stary zamek stracił rangę głównej siedziby, a po przejściu księstwa pod panowanie czeskie w 1392 roku zaczął tracić też znaczenie militarne. Ostateczny cios przyszedł w czasach wojen husyckich: zamek stał się bazą wypadową rycerzy-rabusiów, więc w 1484 roku został zdobyty i zniszczony. Od tamtej pory przez ponad trzysta lat po prostu stał – opuszczony, obrastający legendami.
To, co widzimy dziś, to w dużej mierze efekt mody, jaka zapanowała w Europie na przełomie XVIII i XIX wieku – mody na romantyczne, malownicze ruiny w krajobrazowych parkach. W latach 1794–1797 ówczesny właściciel zamku Książ, Jan Henryk VI von Hochberg, zlecił architektowi Christianowi Wilhelmowi Tischbeinowi urządzenie otoczenia Pełcznicy i "poprawienie" resztek dawnej warowni tak, by wyglądały jeszcze bardziej gotycko i teatralnie. Do przebudowy wykorzystano prawdziwe elementy renesansowe i barokowe, ściągnięte z innych okolicznych zamków – między innymi z Trzebienia.
Efekt okazał się na tyle udany, że przez dwa stulecia turyści (i część historyków) byli przekonani, że cała budowla to jedna wielka XVIII-wieczna fikcja. Aż do momentu, gdy łopaty archeologów odkryły prawdę.
Do XX wieku zamek żył pełnią życia – gościł znamienitych gości, miał swoją atmosferę i klimat. Koniec przyszedł brutalnie: po 1939 roku budowlę poważnie uszkodzono, a w 1945 roku niemal doszczętnie strawił pożar. Wiele cennych zbiorów i detali architektonicznych przepadło bezpowrotnie. Dziś zostały z tego surowe mury, fragment dziedzińca i resztki renesansowych portali – ale to właśnie ta surowość robi wrażenie.
To najbardziej intrygujący wątek Starego Książa – i jednocześnie ten, na który nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Pod ruinami ciągną się podziemne korytarze, które jeszcze kilkanaście lat temu były jedną z głównych atrakcji tego miejsca. Turyści chętnie tam schodzili, licząc na dreszczyk emocji. Dziś tunele są zamurowane – od czternastu lat nikt oficjalnie tam nie wchodzi. Nadleśnictwo Wałbrzych, które zarządza terenem, tłumaczy to wprost: winni są sami zwiedzający, którzy przez lata wyłupywali kamienie ze ścian i osłabiali konstrukcję, aż w końcu trzeba było ją zabezpieczyć na stałe.
A po co w ogóle te podziemia powstały? Tu zaczyna się zgadywanka, bo twardych dowodów historycznych właściwie nie ma. Krążą przynajmniej trzy teorie:
Żadnej z tych wersji nie da się dziś ani potwierdzić, ani obalić – co tylko dokłada się do mrocznego uroku miejsca. Jeśli szukacie tematu na wieczorną opowieść przy ognisku w Górach Wałbrzyskich, trudno o lepszy.
Wstęp: całodobowy i bezpłatny, przez cały rok. To ruina "otwarta", bez kas i biletów – w przeciwieństwie do samego zamku Książ.
Najlepsza trasa: wyrusza się od zamku Książ. Przed głównym wejściem trzeba skręcić w prawo, na ścieżkę Hochbergów, prowadzącą przez Rezerwat Przyrody "Przełomy pod Książem". Trasa biegnie wąwozem Pełcznicy, przez las i skalne zbocza, mijając urwiska i drewniane kładki nad rzeką. Dobra wiadomość na 2026 rok: po trzech latach zamknięcia ścieżka Hochbergów przeszła kapitalny remont i znów można nią bezpiecznie przejść, całkiem za darmo.
Alternatywa: od zamku Książ szlakiem czerwonym do pomnika przyrody Cis Bolko – prawdopodobnie najstarszego cisu w Sudetach, liczącego ponad 400 lat – a stamtąd dalej szlakiem zielonym. Cały spacer zajmuje około 40 minut w jedną stronę.
Parking: płatny, przy zamku Książ, przy ul. Piastów Śląskich.
Dla ambitnych: w granicach Książańskiego Parku Krajobrazowego kryje się jeszcze trzeci zamek – Cisy. Można więc zaplanować sobie cały dzień i w formie pieszej wyprawy odwiedzić po kolei wszystkie trzy warownie: Książ, Stary Książ i Cisy.
Warto połączyć z: punktem widokowym na zamek Książ (najlepszy widok jesienią, zimą i wczesną wiosną, gdy drzewa nie zasłaniają ruin), pobliską Palmiarnią wybudowaną dla księżnej Daisy, oraz pętlą spacerową długości ok. 5 km wokół zamku Książ, wiodącą przez przełomowe odcinki Pełcznicy i strumyka Szczawnik – prowadzi ona nad jednym z najdłuższych wąwozów wędrownych w Europie.
Rada praktyczna: teren jest górzysty, ścieżki bywają śliskie po deszczu, a w rezerwacie obowiązuje zakaz wstępu z psami. Wygodne buty to konieczność, nie opcja.
Stary Książ to dowód na to, że najciekawsze historie czasem chowają się w cieniu tych bardziej znanych. Zamek, który przez dwieście lat udawał podróbkę, dziś okazuje się starszy, autentyczniejszy i – dzięki zamurowanym podziemiom – wciąż nie do końca odkryty.
Autorem zdjęć jest Jarek Wojciechowski. Dziękujemy.
W kolejnych tygodniach zabieramy Was w inne zakątki Dolnego Śląska. Macie swoje ulubione, mniej znane miejsce w regionie? Napiszcie do redakcji z Waszymi poleceniami, a my postaramy się tam zajrzeć.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze