Fala hejtu wylała się w sieci na burmistrza podwrocławskich Siechnic Łukasza Kropskiego po tym, gdy oświadczył, że zaniedbany pies odebrany właścicielom z wioski pod Siechnicami "był zwierzęciem zewnętrznym". - Zwierzę to zwierzę, nie ma chyba czegoś takiego jako zwierzę zewnętrzne i wewnętrzne - odpisali mu internauci. Zarzucili samorządowcowi "chamstwo i butę". - Mam dwuznaczne podejście do tej sprawy - komentuje burmistrz.
Chodzi o psa, którego Ekostraż odebrała z jednej z posesji pod Siechnicami. Zwierzę nie jadło od kilku dni, a do tego miało ogromną ranę na głowie. - Ludzie. K..., w XXI wieku w środku Europy na podwórkach i wcale nie na żadnych łańcuchach, umierają psy przez ludzką nieczułość i zwyrodnienie empatyczne. Ile można tego znieść, ile jeszcze mamy wynieść konających psów przez płoty? Po ch... Wam te psy, jak nie potraficie zadbać o ich podstawowe potrzeby? Rozumiesz właścicielu? Twój pies umiera i nie wiemy, czy go uratujemy - w emocjonujących słowach pisali wtedy działacze Ekostraży. Zarzucili burmistrzowi niekompetencję w działaniu służb.
- W piątek straż miejska otrzymała zgłoszenie o tym psie, była na miejscu, rozmawiała z właścicielem - tłumaczy teraz w facebookowym wystąpieniu burmistrz Siechnic. - Pies lezał w kącie w domu, miał plamę na głowie, która nie była wynikiem uderzenia ale choroby. Był on zwierzęciem zewnętrznym. Po rozmowie z włascicielem stwierdzono, że pies ma jedzenie, mięso z sosem. Właściciel zapewniał, że na drugi dzień pojedzie z tym psem - mówi samorządowiec.
Następnego dnia psa u właściciela już nie było. Zabrała go Ekostraż. - Właściciel się ucieszył, bo nie miał środków na jego leczenie. Rozmawiałem też z kilkoma osobami, które mieszkały w okolicy. Nie był to pies, który przebywał na smyczy. Był stary, a nie zaniedbany - podkreśla Łukasz Kropski.
W sieci zawrzało. - Dla mnie zwierzę to zwierzę, nie ma chyba czegoś takiego jako zwierzę zewnętrzne i wewnętrzne - skomentował słowa burmistrza jeden z internautów. Inny zarzucił mu "chamstwo i pychę", kolejny pisał o "braku empatii i ludzkich odruchów". - Bądź pan człowiekiem i wesprzyj finansowo leczenie psa, stać pana a może i uratuje pan resztki honoru - rzucił następny mieszkaniec.
- Mam dwuznaczne podejście do tej sprawy, bo Ekostraż nie skontaktowała się ze mną w celu wyjaśnienia. Została rzucona zmasowana akcja komentarzy. W poniedziałek udałem się do siedziby straży miejskiej i uczuliłem na przyszłość, jak należy się zachowywać i przeprowadzać procedury. Mam nadzieję, ze takich sytuacji nie będzie w przyszłości - kwituje Łukasz Kropski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze