Reklama

Ciężary były, ale pokaz charakteru i zwycięstwo także! Śląsk udanie pożegnał się z Halą Orbita

18/12/2021 22:29

Szczęśliwa siódemka Śląska Wrocław! Koszykarze WKS-u nie mieli tak łatwo jak wskazywałaby na to tabela, ale ostatecznie przezwyciężyli opór Pszczółki Startu Lublin i odnieśli siódme zwycięstwo z rzędu w Energa Basket Lidze, pokonując lublinian 84:76 . Tym samym udanie pożegnali się z Halą Orbita, do której powrócą już po Nowym Roku. Teraz nadchodzi czas Hali Stulecia.

Mały krok, kilkadziesiąt sekund dosłownie. Tyle od sprawienia wielkiej sensacji byli koszykarze Śląska Wrocław w środowym meczu z Partizanem Belgrad w EuroCup. Wrocławianie nieomal nie zabili lwa w jego własnej jaskini, wszakże Serbowie prowadzeni przez legendarnego Zeljko Obradovicia to faworyci całych rozgrywek. Gdyby WKS przegrał tam 30-stoma punktami, nie byłoby wstydu. Tymczasem oni prawie tam wygrali i to bez kontuzjowanego Travisa Trice’a.


WKS udowodnił raz jeszcze, że pod wodzą Andreja Urlepa rozwija się prawidłowo. W lidze sześć zwycięstw z rzędu, w EuroCup pierwsza wygrana na koncie i gra jak równy z równym z zespołem z zupełnie innej półki. Bardzo dobra dyspozycja zwłaszcza Aleksandra Dziewy, który wszedł na niezwykle wysoki poziom i z każdym meczem zdaje się rozkręcać coraz bardziej. Wiele, wiele dobrego przed zbliżającym się wielkimi krokami hitowymi starciami w legendarnej Hali Stulecia, kolejno z Joventutem Badalona (22.12), Zastalem Zielona Góra (27.12) oraz Stalą Ostrów Wielkopolski (1.01). Tak wielkie święta koszykówki wymagają odpowiedniej formy, a wrocławianie po prostu taką obecnie mają.

Reklama

Zanim jednak to nastąpi, do wykonania jest ostatnie w tym roku zadanie w Hali Orbita. To zadanie to pokonanie Polski Cukier Pszczółki Start Lublin. Drużyny w tym sezonie niezwykle rozczarowującej. Zespół ze wschodu Polski jak dotąd wygrał zaledwie 3 z 14 dotychczasowych spotkań, wszystkie na wyjeździe, przy czym ostatnie 7 listopada w Radomiu. Lublinianie zajmowali przed tym spotkaniem ostatnie miejsce w tabeli i choć WKS znów był osłabiony brakiem wciąż niegotowego do gry Travisa Trice’a, faworyt tego meczu był tylko jeden.


Wrocławianie bardzo dobrze weszli w mecz. Trójkami lublinian poczęstowali Kodi Justice i aż dwukrotnie z rzędu Łukasz Kolenda, pod koszem nieźle pokazał się Martins Meiers, a wynik doskonale to wszystko odzwierciedlał. WKS szybko zbudował prowadzenie 14:6. Goście nie zamierzali jednak odpuszczać. Gdy tylko Śląsk nieco zaciął się w skuteczności, od razu to wykorzystali. Gdy za 3 pkt trafił Mateusz Dziemba, było już zaledwie 18:15, ale końcówka kwarty należała do WKS-u, który triumfował w pierwszej kwarcie ostatecznie 23:17.

Reklama

Nie był to jednak absolutnie łatwy mecz dla Śląska i druga kwarta bardzo długo pokazywała dlaczego. WKS miał sporo kłopotów ze skutecznością. Przez ponad 6 minut wrocławianie zdobyli tylko 9 pkt. Mało jeśli chce się przynajmniej utrzymać przewagę. Ta zaś topniała stopniowo, aż w końcu na 2,5 minuty przed końcem partii nr 2, goście wyszli na prowadzenie 35:34. Śląsk płacił za nieskuteczność, a także bardzo przeciętną, zwłaszcza jak na wrocławian, postawę pod szczególnie własnym koszem, bowiem lublinianie coraz częściej przedzierali się przez ich defensywę. Na dodatek dwukrotnie za trzy trafił Elijah Wilson i w pewnym momencie było już nawet 43:37. Ostatecznie do przerwy goście niespodziewanie prowadzili 43:40.


WKS dostał jasny sygnał w pierwszej połowie, że choć grają z ostatnim zespołem w tabeli, niczego łatwo nie dostaną. Toteż po powrocie na parkiet wzięli się do roboty. Zaczęli od uruchomienia nieco zaśniedziałej strefy podkoszowej. Już w pierwszych minutach punkty stamtąd zdobywali Aleksander Dziewa czy Kerem Kanter. Turek wraz z Kodim Justice’m dorzucili też po trójce i Śląsk odzyskał prowadzenie (54:50). W końcówce kwarty udało im się jeszcze nieco powiększyć przewagę, głównie dzięki dobrej postawie Jakuba Karolaka. Przed ostatnią kwartą było 63:56 dla gospodarzy.

Reklama

W niej zaś przewaga wrocławian rosła. Ton grze zespołu nadawali zwłaszcza Karolak oraz Ramljak, ale i reszta zespołu nie próżnowała. Pod koszem rządził Dziewa, swoje punkty dorzucił młody Kacper Gordon, ogólnie mówiąc, w zespole siła. Siła której ambitny zespół z Lublina nie był w stanie się przeciwstawić. WKS dopełnił w czwartej kwarcie wszelkich formalności i triumfował 84:76.


Jeśli ktoś myślał, że ostatnią drużynę w tabeli Śląsk zleje bez kłopotu 30-stoma punktami, ten grubo się mylił. Pszczółka Start Lublin zaprezentowała się ambitnie, prowadziła po pierwszej połowie, ale gdy przyszło co do czego, WKS udowodnił że ma w składzie mnóstwo jakości. Co jednak najważniejsze, umie z niej skorzystać. Dziś nie było jednego lidera. Dziś zatriumfowała stabilność całego składu. Kilku zawodników z dwucyfrowym wynikiem punktowym, dobra gra w kluczowych momentach. Klasa godna czołówki tej ligi.

Reklama

Siódme zwycięstwo ligowe z rzędu. Na takim rozpędzie nic tylko wjechać z drzwiami do legendarnej Hali Stulecia. Na początek starcie w EuroCup. W środę 22 grudnia o 20:00 WKS podejmie hiszpański Joventut Badalona.


WKS Śląsk Wrocław – Polski Cukier Pszczółka Start Lublin 84:76 (23:17, 17:26, 23:13, 21:20)


Śląsk: Kolenda 14, Kanter 15, Justice 11, Dziewa 15, Ramljak 11 oraz Karolak 6, Gordon 2, Wójcik 0, Langevine 2, Gabiński 0, Meiers 8, Marchewka 0


Trener: Andrej Urlep


Start: Taylor 17, Melvin 12, Wilson 20, Carter 7, Kostrzewski 6 oraz Dziemba 10, Pelczar 0, Ciechociński -, Obarek 2, Jeszke 2, Szymański 0

Reklama

Trener: Tane Spasev


Bartosz Królikowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości