Reklama

Do utrzymania jeszcze kilka kroków. Śląsk Wrocław przed meczem z Widzewem Łódź

11/05/2014 00:00

Widmo spadku z ekstraklasy jeszcze wisi nad piłkarzami Śląska Wrocław. Zespół trenera Tadeusza Pawłowskiego jest co prawda na dobrym kursie i prezentuje niezłą formę, ale musi wygrać dwa najbliższe mecze, aby zapewnić sobie miejsce w ekstraklasie. Na pierwszy ogień pójdzie Widzew Łódź.

Na papierze i w statystykach Widzew Łódź wygląda jak rywal wyjątkowo łatwy do przejścia. Łodzianie w tym sezonie strzelili dotychczas zaledwie 30 goli i jest to najgorszy wynik w lidze. Dodajmy jednocześnie, że aż 11 bramek to dzieło skutecznego Łotysza, Eduardsa Visnakovsa. Więcej niż trzecia część strzeleckiego dorobku zespołu w rękach jednego zawodnika - świetnie to świadczy o samym piłkarzu, za to fatalnie o całym zespole. Obrona Widzewa też, mówiąc łagodnie, nie imponuje. Łódzki zespół jak na razie stracił aż 53 gole, co jest najgorszym wynikiem w ekstraklasie. A zawodnicy i pracownicy klubu nie mogą powiedzieć, że mieli spokojne warunki do pracy. W kasie Widzewa od dawna się nie przelewa, pensje do wysokich nie należą, a obecny trener Artur Skowronek jest trzecim opiekunem zespołu w trwających rozgrywkach.To wszystko sprawia, że Widzew z dorobkiem 15 pkt. zasłużenie zajmuje ostatnie miejsce w tabeli i musi desperacko wręcz bronić się przed degradacją. Co prawda do zajmującego pozycję wyżej Zagłębia Lubin łodzianie tracą tylko “oczko”. Ale walkę tych zespołów można to porównać do wyścigu żółwi, bo do pozycji nr 13 zajmowanej przez Cracovię Widzew traci aż pięć pkt. I może się ścigać z Zagłębiem, ale utrzymania nijak to nie zapewni, bo ligowy spokój i bezpieczeństwo spoczywa na wyższej półce.
 
W polskim futbolu utarł się jednak taki sposób myślenia, który kładzie akcent na słynny widzewski charakter. Łodzianie są uważani za zespół, który nieważne, jak byłby szargany i rzucany przez wiatr, zawsze będzie walczył do końca. I obecni zawodnicy Widzewa, choć dumni ze swojej dotychczasowej formy nijak być nie mogą, to jeszcze próbują uchronić widzewski statek przed (nieuniknionym?) uderzeniem w skały. W poprzedniej kolejce ograli na własnym stadionie Cracovię 2:0 i rozpalili nieco w swoich kibicach nadzieję, że może jeszcze nie wszystko stracone.
 
Widzew może jednak mówić o pechu, bo teraz potrzebuje samych zwycięstw, a właśnie w takim momencie przyszło mu się zmierzyć we Wrocławiu ze Śląskiem. Dlaczego? Z kilku powodów. Łodzianie w tym sezonie na wyjazdach grać nie potrafią i z obcych boisk przywieźli do tej pory tylko dwa pkt. Do tego przyjdzie im grać bez swojego lidera i kapitana, Mateusza Cetnarskiego. Piłkarz ten trafił do Widzewa w zimie br., przenosząc się do Łodzi właśnie ze Śląska. Wrocławscy działacze zastrzegli, że zgoda na występ “Cetnara” przeciwko swojemu byłemu klubowi będzie się wiązała z opłatą o wysokości 100 tys. zł. I niemal na pewno łodzianie nie zdecydują się na taki wydatek. Trener Skowronek nie będzie mógł też skorzystać z usług Alena Melunovicia i Veljko Batrovicia.
 
Słabość Widzewa - zwłaszcza na wyjazdach - słabością, braki kadrowe brakami, ale najważniejszy wydaje się fakt, że Śląsk Wrocław nadal nie jest pewny utrzymania w ekstraklasie. To, że zespół trenera Tadeusza Pawłowskiego musi się oglądać za siebie, czy nie dogania go Piast Gliwice czy Cracovia - z całym szacunkiem dla tych zespołów - najlepiej pokazuje, jak fatalnie poszło wrocławianom w tym sezonie. I Śląsk musi jeszcze kilka razy zakasać rękawy, biorąc się mocno do pracy. Wrocławianie obecnie legitymują się dorobkiem 21 pkt. W najbliższym tygodniu czekają ich dwa mecze - najpierw poniedziałkowy z Widzewem Łódź, a 17 maja br. zmierzą się z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Dwie wygrane będą oznaczały, że piłkarska ekstraklasa we Wrocławiu jest praktycznie uratowana.
 
- Czekają nas dwa pojedynki na własnym obiekcie i to z drużynami, które możemy pokonać. Oczywiście mamy szacunek do rywali, bowiem każdy z tych zespołów jest zagrożony spadkiem, dlatego też będzie chciał dać z siebie wszystko, co najlepsze. Musimy być jednak skoncentrowani i wykonać nasz plan na 100%. Widzew to drużyna, która walczy, dlatego też trzeba w pełni się skupić na własnej postawie i nie pozwolić rywalom rozwinąć skrzydeł - podkreśla Tadeusz Pawłowski, trener Śląska Wrocław.
 
Wrocławski szkoleniowiec, inaczej niż jego kolega po fachu z Widzewa, nie będzie miał większego bólu głowy, gdy przyjdzie mu myśleć o ustawieniu składu na mecz z łodzianami. Ze składu wypadł co prawda zawieszony za nadmiar żółtych kartek Adam Kokoszka, ale gotowy do gry na pełnych obrotach po kontuzji jest Mariusz Pawelec, który jesienią ub.r. był jednym z najlepszych piłkarzy Śląska. Pozostali zawodnicy są zdrowi i trener Pawłowski będzie mógł wysłać do walki najsilniejszą jedenastkę. Dodajmy dla zachowania kronikarskiej skrupulatności, że nie mamy tu na myśli Tomasza Hołoty, który od dłuższego czasu leczy kontuzję i dopiero kilka dni temu wrócił do treningów.
W tym sezonie w rywalizacji wrocławsko-łódzkiej lepiej póki co prezentował się Śląsk. We Wrocławiu wygrał 3:1, ale już w Łodzi padł bezbramkowy remis, co dla słabującego Widzewa było ogromnym sukcesem. I kto wie, czy tamta wpadka z podziałem punktów nie podziała na Śląsk motywująco. Bo Widzew pokazał, że potrafi się postawić teoretycznie silniejszemu rywalowi, a w poprzedniej kolejce w pewnym stylu urwał punkty Cracovii. Wydaje się jednak, że jeśli Śląsk zagra na poziomie, do którego przyzwyczaił w ostatnich meczach, to każdy inny wynik niż jego zwycięstwo będzie ogromną niespodzianką.
 
33. kolejka T-Mobile Ekstraklasy, Śląsk Wrocław - Widzew Łódź, poniedziałek (12 maja), godz. 18, Stadion Miejski przy Alei Śląskiej we Wrocławiu.
ŁM

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości