Reklama

Dramatyczny mecz we Wrocławiu. Śląsk pokonał Górnika Łęczna dzięki bramce strzelonej w ostatniej minucie gry!

26/09/2014 00:00

Takiego meczu we Wrocławiu nie było już dawno. Piłkarze Śląska w starciu z Górnikiem Łęczna musieli gonić rywala, a gola na wagę zwycięstwa zdobyli w doliczonym czasie gry, dosłownie w ostatniej akcji meczu. Zespół trenera Tadeusza Pawłowskiego pokonał beniaminka z Łęcznej 2:1, po golach Krzysztofa Ostrowskiego i Sebastiana Mili.

Śląsk zszedł z tego meczu zwycięski i dopisał do swojego dorobku kolejne trzy pkt. Zwycięzców się nie sądzi, a koniec końców liczy się tylko wynik po ostatnim gwizdku sędziego, ale były w tym meczu momenty, kiedy to piłkarze z Łęcznej prezentowali się znacznie lepiej. I gdyby ten mecz zakończył się podziałem punktów, taki rezultat można by uznać za sprawiedliwy. Beniaminek zapłacił jednak frycowe, w końcówce pozwolił Śląskowi na zbyt wiele i ostatecznie do Łęcznej piłkarze gości wrócą bez punktów.Pierwsza część meczu Śląska z Górnikiem nie należała do specjalnie porywających. Goście weszli w to spotkanie ambitnie i nie wyglądali jak zespół, który zamierza tylko się bronić. I w tej części spotkania Górnik mógł zdobyć co najmniej trzy gole. Ale dwie świetne sytuacje zmarnował Miroslav Bożok, a strzał Fedora Cernyha świetnie obronił Mariusz Pawełek. Bramkarz Śląska oprócz momentów chwały miał też w pierwszej połowie moment... Szukamy odpowiedniego słowa, bo słowo "dekoncentracja" wydaje się być mimo wszystko nieadekwatne. Co bowiem zrobił wrocławski golkiper? Po jednym ze strzałów złapał piłkę, po czym wstając... wypadła mu ona z rąk i pod nogami prawie wytoczyła się poza boisko. Mówią, że bramkarz myli się tylko raz, dlatego to odpowiedzialna robota. Mariusz Pawełek w Śląsku póki co (odpukać!) radzi sobie dobrze, ale ewidentnie piłkarz ten ma w sobie talent do pobudzania układu nerwowego kibiców.
 
Wszystko, co najlepsze w meczu Śląska Wrocław z Górnikiem Łęczna wydarzyło się w drugiej połowie spotkania. Jako pierwsi za ożywianie widowiska zabrali się goście i to im udało się strzelić pierwszą bramkę tego spotkania. W 62. minucie z prawego narożnika boiska dobrze dograł Łukasz Mierzejewski, a Miroslav Bożok sprytnie się rozepchnął w polu karnym i pokonał Mariusza Pawełka. Goście objęli prowadzenie i można było się obawiać, czy Śląsk znajdzie sposób na rozmontowanie wzmocnionej obrony beniaminka. Bo trudno było oczekiwać, że Górnik grając z przewagą na wyjeździe będzie nadal odważnie atakował.
 
Tyle, że spekulacje już po minucie wzięły w łeb. Śląsk dał cieszyć się gościom ze strzelonej bramki przez przez krótką chwilę. Już w 63. minucie z pola karnego mocno “kropnął” Sebastian Mila, bramkarz gości Sergiusz Prusak odbił piłkę na tyle pechowo, że ta trafiła pod nogi Krzysztofa Ostrowskiego. Popularny “Ostry” zrobił, co do niego należało i posłał piłkę do bramki, robiąc sobie jednocześnie prezent z okazji meczu nr 100 w ekstraklasie. Ostrowski zagrał zresztą tak dobrze, że bez wahania można powiedzieć, iż był jednym z najlepszych piłkarzy Śląska w tym meczu - a przecież nie zaliczył na boisku pełnych 90 minut i walczył na nietypowej dla siebie pozycji napastnika. Waleczność, technika, precyzja - to wszystko Ostrowski dał swojemu zespołowi w piątkowy wieczór.
 
Po strzeleniu gola na remis, Śląsk na prawie kilkanaście minut wręcz zabetonował połowę rywala, a pod bramką Prusaka trwała istna kanonada. Strzelał Robert Pich, a piękną “główką” popisał się Tomasz Hołota - w równie efektownym stylu bramkarz z Łęcznej obronił ten strzał. Groźnie uderzał też Paweł Zieliński. Ale wszystko na nic i piłka nie zatrzepotała w bramce Górnika po raz kolejny. Goście wytrzymali wrocławski napór i odepchnęli rywala sprzed własnej bramki. I bronili się na tyle mądrze, że remis wydawał się być naturalnym zakończeniem tego spotkania.
 
Śląsk powalczył jednak do samego końca. I odprawił rywala do domu bez punktów, za to z gorzkim smakiem porażki w meczu, w którym wcale nie odstawało się od przeciwnika. W 93. minucie (!) Sebastian Mila z zimną krwią strzelił zza pola karnego, wykorzystując błąd bramkarza Górnika, który niepotrzebnie wyprawił się daleko w “szesnastkę”. Piłka minęła bezradnego Sergiusza Prusaka, Śląsk objął prowadzenie, a szczęśliwy strzelec po zdobyciu bramki wpadł w taką euforię, że sprintem przebiegł przez całe boisko pod trybunę, gdzie dopingują najbardziej zagorzali kibice Śląska. I był to ostatni akcent tego meczu, bo sędzia nie pozwolił już piłkarzom Górnika wznowić gry. Śląsk rzutem - lub raczej strzałem - na taśmę ustrzelił zwycięstwo i awansował na pozycję wicelidera Ekstraklasy.
 
Śląsk Wrocław - Górnik Łęczna 2:1 (0:0)
Bramki Ostrowski (63.), Mila (90.) - Bożok (62.).
 
Śląsk Wrocław: Pawełek - Zieliński, Celeban, Hołota, Dudu - Flavio Paixao, Droppa (84. Hateley), Danielewicz, Mila, Pich - Machaj (41. Ostrowski).
Górnik Łęczna: Prusak - Mierzejewski, Szmatiuk, Kalkowski, Mraz - Bonin, Nowak, Pruchnik (74. Belak), F. Burkhardt (70. Hasani), Bożok (84. Szałachowski) - Cernych.
 
Żółte kartki:Burkhardt, Mierzejewski.
Sędzia: Marcin Borski (Warszawa).
 
Widzów: ok. 11 200.
Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości