Takiego meczu we Wrocławiu nie było już dawno. Piłkarze Śląska w starciu z Górnikiem Łęczna musieli gonić rywala, a gola na wagę zwycięstwa zdobyli w doliczonym czasie gry, dosłownie w ostatniej akcji meczu. Zespół trenera Tadeusza Pawłowskiego pokonał beniaminka z Łęcznej 2:1, po golach Krzysztofa Ostrowskiego i Sebastiana Mili.
Śląsk zszedł z tego meczu zwycięski i dopisał do swojego dorobku kolejne trzy pkt. Zwycięzców się nie sądzi, a koniec końców liczy się tylko wynik po ostatnim gwizdku sędziego, ale były w tym meczu momenty, kiedy to piłkarze z Łęcznej prezentowali się znacznie lepiej. I gdyby ten mecz zakończył się podziałem punktów, taki rezultat można by uznać za sprawiedliwy. Beniaminek zapłacił jednak frycowe, w końcówce pozwolił Śląskowi na zbyt wiele i ostatecznie do Łęcznej piłkarze gości wrócą bez punktów.Pierwsza część meczu Śląska z Górnikiem nie należała do specjalnie porywających. Goście weszli w to spotkanie ambitnie i nie wyglądali jak zespół, który zamierza tylko się bronić. I w tej części spotkania Górnik mógł zdobyć co najmniej trzy gole. Ale dwie świetne sytuacje zmarnował Miroslav Bożok, a strzał Fedora Cernyha świetnie obronił Mariusz Pawełek. Bramkarz Śląska oprócz momentów chwały miał też w pierwszej połowie moment... Szukamy odpowiedniego słowa, bo słowo "dekoncentracja" wydaje się być mimo wszystko nieadekwatne. Co bowiem zrobił wrocławski golkiper? Po jednym ze strzałów złapał piłkę, po czym wstając... wypadła mu ona z rąk i pod nogami prawie wytoczyła się poza boisko. Mówią, że bramkarz myli się tylko raz, dlatego to odpowiedzialna robota. Mariusz Pawełek w Śląsku póki co (odpukać!) radzi sobie dobrze, ale ewidentnie piłkarz ten ma w sobie talent do pobudzania układu nerwowego kibiców.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze