Reklama

Franas: Nie USE, to będzie Związek Radziecki. Jak we Wrocławiu

09/12/2021 21:20

Obecnie najmodniejszą inwektywą polityczną jest określenie „proputinowski”. Dla prawicy taki jest Donald Tusk i jego drużyna, który to ściskał się nieraz z watażką kremlowskim, wspiera niemieckich polityków zaangażowanych w gazową wersję „paktu Ribbentrop-Mołotow”, czyli Nord  Stream2 oraz ciepło o nim wypowiada się Alaksandr Ryhorawicz Łukaszenka. Opozycja natomiast tę łatkę próbuje przypiąć PiS wskazując jej koneksje z politykami, którzy podobno są prorosyjscy i często wpadali na herbatkę do Władimira Władimirowicza.

Przedstawiciele której strony de facto częściej, nie liczyłem, bo to nie ma sensu i tak naprawdę raczej jest niepoliczalne. I obie strony konfliktu konsekwentnie dodają, że jak „proputinowski”, to znaczy, że razem z prezydentem Rosji, ci drudzy, chcą rozwalić Unię. I tu powoli dochodzimy do istoty sporu. Od miesięcy opozycja histerycznie straszyła, że rząd dąży do Polexitu. Rząd stanowczo zaprzeczył. Teraz, nie upieram się, że przy okazji powołania nowego rządu w Niemczech, dyskusję sprowadzono do sporu o kształt Unii. Czy, jak chce część/większość opozycji, ma być jedno państwo federalne z rządem centralnym, składające się z częściowo autonomicznych państw związkowych, czy też nadal unia suwerennych państw? Przecież to będzie taka Ameryka, takie nasze europejskie USA – rozmarzają się zwolennicy pierwszej teorii. A ja trochę obawiam się bardziej, daj Boże w wersji light, Związku Radzieckiego.


Bo Stany Zjednoczone powstawały przez ponad 200 lat, a faktycznie to prawie 400, ponieważ dwa ostatnie stany dołączyły dopiero w 1959 roku. A Związek Radziecki był gotowy w 5 lat. W przypadku USA walczono, dyskutowano, dochodzono do kompromisów, milion razy zadawano pytanie: dlaczego? W ZSRR nikt nikogo o nic nie pytał. Jeden światopogląd, jeden język i wszyscy musieli być równi i szczęśliwi, bo inaczej… Wielu z nas pamięta co, reszta może poczytać w podręcznikach historii. Jak będą wyglądały te Stany Zjednoczone Europy (USE)? Trudno powiedzieć, ale przesłanki jakieś są. Przykład z ostatnich dni. „Nie używajmy stwierdzeń panie i panowie, Boże Narodzenie czy imię nadane na chrzcie, jak i unikajmy słów Mariaobywatel - doradza wewnętrzny przewodnik ​Komisji Europejskiej dotyczący "komunikacji inkluzywnej". Na szczęście, na razie jest w fazie projektu. Zdaniem jego autorki, komisarz ds. równości Heleny Dalli, pomoże on "nikogo nie urazić". A jak przekonują nas niektóre wydarzenia z ostatnich miesięcy, Komisja Europejska dość szybko od doradzania przechodzi do egzekwowania w myśl leninowsko-stalinowskiej zasady „kto nie idzie z nami, maszeruje przeciw nam”.

Reklama

To tylko taka próbka, ale moim zdaniem dość znamienna, która pokazuje jak to może wyglądać.  Muszę to wyraźnie dodać: jak ktoś się nie zgadza z panią komisarz, to wcale nie jest przeciwko UE. Na świecie jest po prostu jeszcze trochę realistów, którzy wiedzą, że nie da się „nikogo nie urazić”. Straty jedynie można minimalizować. A „komunikacja inkluzywna” pewnie byłaby możliwa jedynie na wyspie Utopia przedstawionej w  XVI-wiecznym eseju Tomasza Morusa o tytule tożsamym z nazwą wspomnianego lądu. Choć nawet ten angielski myśliciel nie był tak niepoprawnym optymistą.


Zresztą po co daleko szukać, próbkę sowietyzacji rządów pod płaszczykiem walki o wolność, równość czy też braterstwo mamy w naszym Wrocławiu. Prezydent ostatnio powołał dwóch nowych doradców i pełnomocnika. Jest to już dość solidne grono. Do tego dochodzi kilkanaście rad społecznych, w których zasiada zacne grono działaczy przeróżnych specjalności. Są, bo wypada. Jak w Związku Radzieckim. Bo wiadomo przecież, że tak samo jak i tam było, tak i tu pan prezydent nie ma zwyczaju słuchania żadnych rad z radą miejską włącznie. W myśl zasady, którą czasami przypomina głosem dumnego bojara: to mnie ludzie wybrali… Dobra, miałem o tym już nie wspominać, ale bez tego model rządów we Wrocławiu może być niepełny. W moim poprzednim wcieleniu zawodowym, podczas naszego pierwszego spotkania w ratuszu, zaraz po powitaniu na stół rzucone zostały wydruki i położono pendrive, a w moją stronę padły dość oschłe słowa: tu ma pan poradnik i wskazówki jak pisać i jakich używać określeń… To w ramach „komunikacji inkluzywnej”, by „nikogo nie urazić”.

Reklama

Nie sądziłem, że kiedyś zacytuję Putina. Ale jakoś tak jest w konwencji tych dzisiejszy rozważań, a i „w tym temacie” może być chyba autorytetem, brrr… jak w przypadku tego polityka brzmi to niestosownie: „Każdy, kto nie tęskni za Związkiem Radzieckim, nie ma serca. Każdy, kto chce jego powrotu, nie ma mózgu”. Ja naprawdę nie chcę nikogo urazić. To Putin.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości