Gdyby mecze piłkarskie trwały np. 80 minut, Śląsk Wrocław kroczyłby pewnie od zwycięstwa do zwycięstwa. Ale trwają 10 lub nawet więcej minut dłużej i wygląda na to, że dla wrocławskich zawodników jest to problem. Bo po raz kolejny w tym sezonie tracą punkty w praktycznie wygranym meczu w ostatnich minutach gry. Tym razem Śląsk dał sobie wbić gola w 90. minucie i tylko zremisował z Koroną Kielce 1:1.
Zwycięskiego składu się nie zmienia, więc trener Stanislav Levy na mecz z Koroną od pierwszej minuty wystawił praktycznie ten sam skład, który poradził sobie z Podbeskidziem Bielsko-Biała i Lechią Gdańsk. W pierwszej jedenastce zabrakło tylko świeżo wykurowanego po przeziębieniu Sylwestra Patejuka, a duet skrzydłowych stworzył Sebino Plaku wspólnie z powołanym do reprezentacji Polski i obserwowanym podczas tego spotkania przez selekcjonera Adama Nawałkę Tomaszem Hołotą. Z kolei w rolę prawego obrońcy znów wcielił się Mariusz Pawelec.Pierwsza połowa meczu Śląska z Koroną przez mniej więcej dwa kwadranse poziomem gry nie zachwycała. Wrocławianie prezentowali się lepiej, częściej byli przy piłce i mozolnie tkali swoje akcje. Kielczanie jednak dobrze radzili sobie w środku pola i umiejętnie przeszkadzali graczom Śląska w rozegraniu. Efekt? Miłośnikom piłkarskiej walki mecz mógł się podobać, ale klarownych sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. W Śląsku groźnie strzelał Plaku i Marco Paixao, dla Korony największe zagrożenie stworzył Daniel Gołębiewski, ale jego akcję i tak przerwał sędzia odgwizdując spalonego.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze