Przełamywanie kiepskich serii wychodzi ostatnio piłkarskiemu Śląskowi naprawdę dobrze. Kibice powinni mieć zatem nadzieję, że jeszcze im tej umiejętności w tym sezonie trochę zostało, bo oto nadchodzi kolejna zmora wrocławian. Nazywa się ona Puchar Polski. WKS choćby w ostatnich dwóch edycjach odpadał już w pierwszym meczu z rywalami z niższych lig. Tym razem na dzień dobry muszą zmierzyć się z innym ekstraklasowiczem, Termaliką Bruk-Bet Nieciecza.
Zanim cokolwiek o tegorocznej edycji, spójrzmy na historię. Mało chlubną w tym wypadku, ale historię:
Pięć ostatnich sezonów i tylko raz WKS zagrał w Pucharze Polski więcej niż dwa mecze. Za to trzy razy odpadał przy pierwszym podejściu. Dość powiedzieć że w tym okresie tylko raz PP zagościło na Stadion Wrocław. A że WKS wówczas Miedzi Legnica gola nie strzelił, ostatnim piłkarzem Śląska, który na Stadionie Wrocław w tych rozgrywkach strzelił gola był Kamil Biliński. Zdarzyło się to 16 grudnia 2015 w rewanżowym starciu ćwierćfinałowym z Zawiszą Bydgoszcz. To ostatni raz gdy wrocławianie doszli w PP dalej niż do 1/8 finału. Jak ktoś chce za to znaleźć ostatnie domowe zwycięstwo Śląska w tych rozgrywkach, no to musi się wrócić do sezonu 2012/13. Wrocławianie doszli wówczas do finału (przegranego po dwumeczu z Legią Warszawa). Mowa natomiast o starciu półfinałowym z Wisłą Kraków, wygranym 2:1. Gole? Waldemar Sobota oraz Sebastian Mila.
Widać wyraźnie że do połowy minionej dekady było całkiem nieźle. Finał, trzy ćwierćfinały. Za to jak w 2015 umiejętność gry Śląska w tych rozgrywkach poszła spać, tak śpi do dzisiaj. I to niezależnie czy WKS gra o puchary, o utrzymanie, czy o nic (środek tabeli).
W tym sezonie wrocławianie pokazali jednak, że złe passy nie są im straszne. Od ponad dekady nie potrafili wygrać Derbów Dolnego Śląska na wyjeździe. Teraz się udało, gdy pokonali Zagłębie w Lubinie 3:1. Od otwarcia Stadionu Wrocław, Legia Warszawa regularnie wchodziła na ten obiekt jak do siebie i zgarniała trzy punkty, a od 2017 roku Śląsk już w ogóle nie potrafił z nimi u siebie wygrać. Niedawno przełamali i tą serię, triumfując z warszawianami 1:0. Dorzućmy do tego jeszcze fakt, że WKS po raz pierwszy od sześciu lat zagrał w europejskich pucharach, to mamy dowód że ten sezon przyniósł kilka przełomów. Być może przyniesie kolejny.
Zwłaszcza że mimo iż Śląsk już na start mierzy się z zespołem z Ekstraklasy, będzie zdecydowanym faworytem. Co łączy w tym sezonie ligowym WKS z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza? Liczba 0. Czemu jednak nie do końca? Bo wrocławianie mają ją w statystyce porażek. Niecieczanie zaś w rubryce zwycięstw. BBT to jedyna drużyna w trwającej kampanii PKO Ekstraklasy, która nie wygrała jeszcze ani jednego spotkania. Na skromny, ledwie 3-punktowy dorobek zespołu z Małopolski składają się remisy z Wartą Poznań, Wisłą Kraków oraz Stalą Mielec. Resztę meczów przegrali, a starcie z Legią Warszawa zostało przełożone.
Przyznać im trzeba, że sama gra nie wygląda tak źle. Niecieczanie stylowo zasługują na więcej punktów niż mają, no ale piłka nożna to nie skoki narciarskie. Tutaj pkt za styl nie ma. Termalikę niemal w każdym meczu gubią albo brak skuteczności, albo błędy defensywy, albo jedno i drugie. Stąd takie wyniki jakie są. Coraz głośniej mówi się o tym, że posada trenera Mariusza Lewandowskiego wisi na włosku, a Śląsk może ten włosek jeszcze uszczuplić lub w ogóle go przeciąć. Może też rzucić szkoleniowcowi linę, jeśli coś znów poszłoby nie tak. Ale takiego scenariusza (znowu) nikt sobie we Wrocławiu nie ma zamiaru wyobrażać. Taki mecz niezależnie w lidze czy w PP, trzeba po prostu wygrać.
Starcie Śląsk Wrocław – Bruk-Bet Termalica Nieciecza odbędzie się w czwartek 23 września o 20:30 na Stadionie Wrocław. Transmisja na Polsacie Sport.
Przewidywany skład Śląska:
Putnocky – Verdasca, Golla, Tamas – Iskra, Lewkot, Makowski, Stiglec – Schwarz, Sobota - Quintana
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze