To nie był łatwy mecz dla koszykarzy Śląska Wrocław. Podopieczni trenera Milivoje Lazicia w pierwszym meczu Intermarche Basket Cup pokonali AZS Koszalin 74:69, ale przez długi czas mieli z rywalem mocno pod górkę. I dopiero w końcówce meczu zdołali zapewnić sobie wygraną.
To był dość dziwny mecz w wykonaniu wrocławskich koszykarzy. Spotkanie zaczęli od mocnego uderzenia, prowadzeni przez Dominique Johnsona i Nikolę Malesevicia. Śląsk dobrze prezentował się zarówno w ataku, jak też w defensywie. I goście mieli spory problem, aby wykreować sobie pozycje rzutowe. Efekt? AZS w tej części meczu trafił zaledwie… dwa rzuty z gry. I pierwszą kwartę zakończył z dorobkiem dziewięciu “oczek”. Zanosiło się wtedy, że Śląsk odbędzie przysłowiowy spacerek i zbuduje solidną przewagę przed meczem w Koszalinie.Ale nic bardziej mylnego. Koszykarze AZS szybko wzięli się za odrabianie strat. Na początku drugiej kwarty LaceDarius Dunn “sprzedał” dwa celne rzuty za trzy pkt. sprzed nosa Pawłowi Kikowskiemu, co sprawiło, że AZS tracił do Śląska już tylko pięć pkt. To był sygnał, że koszalinianie w tym meczu tanio skóry nie sprzedadzą. W kolejnych minutach rozkręcał się Raymond Sykes, wspierany przez Dunna i Seka Henry’ego. Śląsk nie potrafił znaleźć odpowiedzi na solidnie grający AZS i roztrwonił niemal całą przewagę, fundując sobie jednocześnie nerwy w kolejnych kwartach meczu.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze