Górnik Zabrze przyjechał do Wrocławia jako lider Ekstraklasy i zespół niepokonany, ale do domu wrócił z pierwszą porażką na koncie. Po dobrym meczu Śląsk zasłużenie wygrał z Górnikiem 2:0, a oba gole dla wrocławskiej drużyny strzelił Flavio Paixao.
Potyczka Śląska z Górnikiem zaczęła się od wysokiego C. I to nie dlatego, że piłkarze od razu wrzucili najwyższy bieg. Swoje zrobiła za to pogoda - kilka minut po rozpoczęciu gry nad stadionem we Wrocławiu przeszła potężna ulewa, a deszcz był tak obfity, że trudno było dostrzec trybunę naprzeciw. Kto jednak się spodziewał, że toczony na mokrej murawie mecz stanie się spektaklem pełnym przypadkowości, ten mocno się pomylił. Po dosyć niemrawym początku, gdy przez z grubsza kwadrans oba zespoły skupiły się na zdominowaniu środkowej strefy boiska, mecz zaczął nabierać rumieńców.Oba zespoły starały się grać ofensywnie i do przodu, szanując przy tym piłkę i szukając miejsca do tego, by wymienić kilka szybkich podań, które pozwolą rozmontować obronę rywala. Wyglądało to ładnie dla oka i wydawało się, że tylko kwestią czasu jest, aż w końcu któraś z tych koronkowych akcji przyniesie wymarzony efekt w postaci gola. Trzeba było na to poczekać aż do 34. minuty. Wcześniej zwłaszcza Śląsk, który prezentował się nieco lepiej od Górnika, starał się akcje tkać misternie, ale na ogół wrocławianie wymieniali o jedno-dwa podania za dużo i tracili piłkę. Aż wreszcie Sebastian Mila świetnie dostrzegł lukę w obronie zabrzan i wypuścił “w uliczkę” Flavio Paixao. Portugalczyk znalazł się oko w oko z bramkarzem Górnika Pavelsem Steinborsem, a okazja była tak wyborna, że nie mógł jej zmarnować. Efekt? 1:0 dla Śląska.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze