Zawodnik Betard Sparty Wrocław Maciej Janowski zdobył srebrny medal Indywidualnych Mistrzostw Polski na żużlu. Po wielkich emocjach na torze w Lesznie, broniący tytułu „Magic” musiał ostatecznie uznać wyższość niezwykle szybkiego, nawet jak na swoje warunki, Bartosza Zmarzlika. Dla mistrza świata to pierwsze w karierze złoto IMP.
Indywidualne Mistrzostwa Polski na żużlu, czyli 16 najlepszych polskich żużlowców walczących o przejście do historii i to już po raz 77. Tegoroczna edycja IMP zapowiadała się na fenomenalną walkę pomiędzy dwoma absolutnymi gigantami tego sezonu PGE Ekstraligi. Bartosz Zmarzlik ma średnią punktów na bieg wynoszącą ponad 2,64, a mimo to nie jest liderem klasyfikacji pod tym kątem! Jeszcze lepszy od niego jest bowiem Maciej Janowski z absolutnie kosmicznym rezultatem 2,672. Ci dwaj zawodnicy dają w tym roku popis, niezależnie od tego, z kim jadą i gdzie. Zwłaszcza „Magic”. Zawodnik Betard Sparty Wrocław, lidera ligowej tabeli, ma w tym sezonie najwięcej wyprzedzeń spośród wszystkich zawodników. Bowiem fakt faktem, starty nierzadko przegrywa, ale jest tak piekielnie szybki, że mało komu udało się póki co przed nim obronić, a jeśli ktoś przywoził go za plecami, to przeważnie koledzy z Wrocławia.
Wracając jeszcze do wątku rywalizacji „Magica” ze Zmarzlikiem, to ci dwaj wybitni żużlowcy w tym roku mają do stoczenia kilka bitew. Janowskiemu brakuje złota mistrzostw świata, którego bronić będzie Zmarzlik. Żużlowcowi Stali Gorzów brak natomiast złota mistrzostw Polski, którego dziś broni Maciej. Dodatkowo wszystko wskazuje na to, że Sparta Wrocław i Stal Gorzów kwestię mistrzostwa Ekstraligi rozstrzygną między sobą. Dziś nadszedł czas na pierwsze rozstrzygnięcia w tej rywalizacji.
Oczywiście we wszystkich wspomnianych przeze mnie zawodach, Zmarzlik oraz Janowski będą mieli twardą konkurencję. Chociażby w IMP było przynajmniej kilku takich, których spokojnie można było zaliczyć do grona faworytów. Janusz Kołodziej to dwukrotny mistrz Polski, piąty najlepszy zawodnik tego sezonu PGE Ekstraligi, a na dodatek krajowy czempionat odbywał się na torze w Lesznie, gdzie jeździ on na co dzień. Kapitalną formę od początku sezonu ma junior Włókniarza Częstochowa, Jakub Miśkowiak, zdecydowanie potencjalny czarny koń zawodów. Uwagę warto było też zwrócić na „brązowego” przed rokiem Szymona Woźniaka, czy Pawła Przedpełskiego.
No i już w pierwszej serii Zmarzlik oraz Janowski dostali poważne ostrzeżenia. „Magic” sensacyjnie przegrał z Wiktorem Lampartem, który niezwykle inteligentnie bronił się przed nim po wygranym starcie. Nawet tak szybki Janowski nie mógł tu nic zrobić. Zmarzlikowi piekło urządził Woźniak. Starcie reprezentantów Stali Gorzów było niezwykle wyrównane. Raz jeden z przodu, raz drugi. Widowisko prima sort, z którego ostatecznie górą wyszedł mistrz świata. Dominację oraz znakomitą prędkość w swoich biegach pokazali zaś Kołodziej i Jarosław Hampel.
Po dwóch seriach mogliśmy już zaś wysunąć pierwsze wnioski co do tego, kto o złoto może powalczyć. Bartosz Zmarzlik znów miał bowiem mnóstwo kłopotów, tym razem z Hampelem, lecz podobnie jak wcześniej, ostatecznie sobie poradził. Natomiast Maciej Janowski po raz drugi z rzędu został pokonany. Coś co się w tym sezonie ligowym praktycznie nie zdarzało. Jednak prędkość jaką w biegu nr 8 rozwinął Janusz Kołodziej, była wręcz poza granicami żużlowej wyobraźni, skoro „Magica” przywiózł kilkadziesiąt metrów za sobą.
Kołodziej, Zmarzlik, Janowski, Hampel. Ta czwórka po ośmiu biegach pokazała największą moc i trzecia seria była o tyle ciekawa, że mieliśmy tu bezpośrednie pojedynki Hampel-Kołodziej i Janowski-Zmarzlik. Maciej Janowski był dziś szybki, ale nie aż tak jak z reguły w meczach ligowych. Znów przyjechał drugi, dość zdecydowanie za plecami Zmarzlika. Mistrz świata rozegrał ich starcie po… mistrzowsku, nie dając Spartanowi szans. Zaś pojedynek Kołodziej vs Hampel bez kłopotu wygrał ten pierwszy, bowiem doświadczony zawodnik Motoru Lublin pogubił się na starcie i przegrał także z Krzysztofem Kasprzakiem.
Bieg nr 13 dał kibicom starcie niepokonanych. Kołodziej vs Zmarzlik. Któryś z nich musiał stracić punkty i jak się okazało, tą osobą był żużlowiec Unii Leszno. Zmarzlik wystrzelił spod taśmy, a jeśli nad mistrzem świata nie zdobędziesz przewagi na starcie, no to powodzenia w wyprzedzaniu. Lider Stali Gorzów po raz kolejny pokazał, że chce zapełnić lukę w CV, jaką jest brak złota IMP. Maciej Janowski zaś wywalczył pierwszą trójkę. W biegu nr 16 wyglądał wreszcie jak ten „Magic”, którego niemal w każdym meczu widzą wrocławscy kibice. Jarosław Hampel, podobnie jak Przedpełski i Woryna był bez szans.
Wedle zasad IMP dwóch najlepszych żużlowców po 20 biegach awansuje bezpośrednio do finału. Ci z miejsc 3-6 pojadą zaś w barażu, z których dwóch najlepszych powalczy o złoto. Po 16 wyścigach pewny Top 4 był Zmarzlik, a prawie pewny Kołodziej. Janowski mógł jeszcze teoretycznie go wyprzedzić. Jednak potrzebne było nie tylko jego zwycięstwo (bardzo prawdopodobne), lecz także ostatnie miejsce Janusza w jego biegu (znacznie mniej…).
Niestety dla Janowskiego, Kołodziej zgodnie z przewidywaniami swoje zrobił. Przywiózł za plecami całą swoją stawkę i to bardzo, bardzo daleko. „Magic” zresztą zrobił dokładnie to samo i choć awansu do finału jeszcze nie miał, to miał pierwszeństwo wyboru toru startowego w barażu. Barażu w którym jego rywalami zostali Wiktor Lampart, Krzysztof Kasprzak oraz Piotr Pawlicki.
W nim z kolei Janowski wygrał, ale po niesamowitej walce. Krzysztof Kasprzak, odrodzony w tym IMP, bo póki co sezon miał koszmarny, postawił mu bardzo trudne warunki. Prowadził praktycznie do ostatniej prostej, na której „Magic” rozpędził się niesamowicie i minął byłego wicemistrza świata, meldując się wraz z nim w finale.
Decydujący bieg całych zawodów, zgodnie z oczekiwaniami obfitowała w wielkie emocje. Ku zaskoczeniu wszystkich, najlepszy po starcie był Krzysztof Kasprzak, który miał ochotę pogodzić tych największych. Jednak Bartosz Zmarzlik szybko upomniał się o swoje i przeskoczył KK, mknąc w stronę złota. Maciej Janowski próbował go gonić, uporał się z Kołodziejem oraz Kasprzakiem, ale ostatecznie skończył z wicemistrzostwem.
Miała być wojna Janowskiego ze Zmarzlikiem i Kołodziejem? Była! Zawodnik Betard Sparty Wrocław nie był dziś tak atomowy jak w meczach ligowych, dość długo szukał odpowiednich ustawień, ale w końcu znalazł, potwierdzając ogromną klasę. Na Zmarzlika, zdeterminowanego by zdobyć swoje pierwsze złoto mistrzostw Polski, nikt nie mógł dzisiaj nic poradzić. On po prostu był poza zasięgiem. Wydawało się że być może Kołodziej, później że być może jednak „Magic”, nawet Kasprzak (absolutny czarny koń zawodów dzisiaj) postraszył. Nie. Zmarzlik. Tak jak w dwóch ostatnich indywidualnych mistrzostwach świata.
Bieg po biegu:
Baraż o finał
Maciej Janowski 3 – Krzysztof Kasprzak 2 – Piotr Pawlicki 1 – Wiktor Lampart 0
Finał
Bartosz Zmarzlik złoto – Maciej Janowski srebro – Janusz Kołodziej brąz – Krzysztof Kasprzak bez medalu
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze