Wrocławski bokser Mateusz Masternak odwiedził niedawno otwartą Fabrykę Driftu, by sprawdzić swoje umiejętności. Na torze przy Stadionie Wrocław korzystał z jazdy zarówno jako kierowca, jak i pasażer. - W moim związku to zdecydowanie żona lubi mocniej "depnąć" - mówi ze śmiechem pięściarz.
- Wiele lat temu jeździłem Audi "trójką" - opowiada Master. - Maksymalnie rozpedzałem się nią do 140 kilometrów na godzinę. "Ciekawe, czy da radę wyciągnąć więcej" - zagaiłem kiedyś moją żonę Darię. "Pewnie, nawet i 200, testowałysmy na autostradzie z koleżanką" - odpowiedziała bez namysłu. Byłem w niezłym szoku - dodaje zawodowy mistrz Europy.
Masternak jeździł w Fabryce Driftu Fordem Focusem RS i Mustangiem GT. Pod okiem instruktora przejechał po torze, a jako pasażer także driftował. - Wrażenia niesamowite. Kierowcy Fabryki Driftu potrafią czynić cuda. Pięknie odnajdują balans między gazem, a hamulcem - mówi rozemocjonowany bokser. - Ze mną jest tylko taki problem, że mam chorobę lokomocyjną i najwięcej radości czerpię z jazdy jako kierowca - dodaje.
Jakie jest jego wymarzone auto? - Kiedyś przed walką w Berlinie odwiedziłem salon Mercedesa. Na specjalne zamówienie rosyjskich miliarderów produkowali tam samochody terenowe, z podwójnymi kołami z tyłu. Wyglądały jak czołgi. Po dachowaniu można było spokojnie jechać dalej. Jedno takie cacko kosztowało blisko półtora miliona euro. Fura marzenie - mówi Masternak. - Obecnie jeżdżę BMW i taki samochód całkowicie mi odpowiada - zaznacza.
Mateusz Masternak prawdopodobnie na przełomie stycznia i lutego stoczy w Moskwie swoją kolejną zawodową walkę. Miejmy nadzieje, że podobnie jak w Fabryce Driftu włączy szósty bieg i wygra swój pojedynek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze