Reklama

Mieszkańcy sami planują sobie drogi

31/05/2010 00:00

We Wrocławiu to nowość. Stowarzyszenie Akcja Park Szytnicki, to samo, które protestuje przeciw budowie w całości inwestycji określanej jako tzw. most wschodni, czyli połączenie ul. Krakowskiej z Mickiewicza, ogłosiło konkurs na alternatywny wobec proponowanego przez urzędników przebieg obwodnicy śródmiejskiej.

Połączenie ul. Krakowskiej z Mickiewicza to wschodni odcinek tej trasy. Obwodnica śródmiejska prowadzi od mostu Millenijnego, przez ul. Na Ostatnim Groszu, Klecińską, Hallera do Armii Krajowej i skrzyżowania tej ostatniej z ulicą z Krakowską.



Dalej miałby powstać most przez Oławę i Odrę na Wielką Wyspę, i trasa, która przecinałaby Olszewskiego i wzdłuż ul. 9 maja docierał do Mickiewicza.



Taki pomysł części mieszkańców tzw. Wielkiej Wyspy się nie podoba. Nie negują oni potrzeby budowy mostu, ale odcinek między Olszewskiego a Mickiewicza nie podoba się im już wcale.



Zagrożenie widzą oni jednak nie w budowie mostu, ale w jej skutkach. Najważniejszym jest obawa o bezpieczeństwo ujęć wody pitnej dla miasta wynikającego z zagrożenia terrorystycznego. Jednak obawiają się także, że po jego powstaniu TIR-y z okolic Jelcza Laskowic, będą skracać poprzez nowy most swobodnie wjeżdżać w południowe dzielnice miasta.



Ponieważ, ich zdaniem, miejscy planiści i inżynierowie nie są w stanie zagwarantować, żeby tak się nie stało, Stowarzyszenie Akcja Park Szytnicki ogłosiło właśnie swój konkurs, na opracowanie alternatywnego przebiegu Obwodnicy Śródmiejskiej na odcinku od węzła Armii Krajowej z ulicą Krakowską do ulicy Żmigrodzkiej, chroniącego Wielką Wyspę we Wrocławiu. Głównym argumentem na rzecz takiego działania jest unikalny w skali europejskiej charakter Parku Szczytnickiego (będące w sferze zainteresowań UNESCO).



- Praca konkursowa ma odpowiedzieć na pytanie czy możliwe jest poprowadzenie alternatywnego przebiegu Obwodnicy Śródmiejskiej, w stosunku do zaproponowanego przez miejskich urbanistów, tak, żeby TIR-y nie musiały wjeżdżać na Wielką Wyspę – tłumaczy Marek Natusiewicz, niegdyś wieloletni pracownik służb planistycznych Wrocławia.



Natusiewicz do stowarzyszenia nie należy, ale - zaproszony przez organizatorów - zgodził się zasiąść w jury konkursowym:
- Możliwości zniechęcenia kierowców do jazdy przez ten most jest sporo. Najprostsza jednak polega na tym, żeby zaproponować im wcześniej możliwość pojechania inną trasą, którą szybciej dotrą do celu dzięki ominięciu Wielkiej Wyspy – dodaje Marek Natusiewicz.



Według informacji ze strony internetowej Stowarzyszenia rozstrzygnięcie konkursu powinniśmy poznać w ciągu miesiąca.



Przypominamy, że już 8 czerwca kolejna bitwa o przyszłość mostu, który ma połączyć Wielką Wyspę z ul. Krakowską. W tym dniu areną starcia będzie sala wykładowa „AZ” Uniwersytetu Przyrodniczego przy ul. Chełmońskiego 38C. Rozprawa administracyjna, otwarta dla każdego, dotyczyć będzie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla tej inwestycji. >O szczegółach przeczytasz tutaj.





------------

Komentarz:

Nie chcę rozstrzygać, czy rację w tym sporze ma Stowarzyszenie czy Urząd Miasta i podległe mu spółki. Nie to jest tu najważniejsze.

Ten konkurs to żółta kartka dla władz Wrocławia. Nie tylko z urbanistyki i planowania przestrzennego, ale może bardziej ze współrządzenia miastem z jego mieszkańcami.



Po raz kolejny okazuje się, że wrocławski magistrat z góry wie lepiej jak uszczęśliwić mieszkańców miasta i nie zadaje sobie trudu, by tych mieszkańców do swoich racji przekonać. Trudno bowiem za takie działania uznać spotkanie, na którym inżynierowie pokazują już zatwierdzony projekt, w którym niczego nie da się zmienić.



Władzom miasta powstawanie społeczeństwa obywatelskiego, które samo chce wziąć odpowiedzialność za siebie, działa w organizacjach i ruchach społecznych, nie jest na rękę i cynicznie patrząc na proces decyzyjny trudno się temu dziwić. Zarządzanie świadomymi obywatelami jest o niebo trudniejsze niż robienie tego przy pomocy dekretów i ukazów, których nikt nie kwestionuje.

Jednak politycy wciąż głośno powtarzają, że takiego społeczeństwa by chcieli, ale wciąż go nie ma.
To, że we Wrocławiu nie wykształciło się społeczeństwo obywatelskie to niestety prawda. Doświadczenia z powodzi pokazały, że na każdego walczącego na wałach przypadało 10 gapiów.


Jednak powstawanie społeczeństwa obywatelskiego należy promować. Nie wystarczy do tego organizowanie kolejnych debat, z których nic nie wynika (np. na debaty rady miejskiej przychodzi sporo ekspertów i wrocławian, ale jedynie kilku radnych). Konieczne jest autentyczne słuchanie głosu mieszkańców miasta.

Nie trzeba wcale zamieniać Wrocławia w kolejną Szwajcarię i organizować referendów w każdej sprawie. Wystarczy choć raz zrealizować pomysł, który nie narodził się w umysłach urzędników, ale jest efektem myślenia organizacji społecznej, czy zawodowej. I, co może we Wrocławiu równie ważne, powiedzieć wprost skąd pochodzi pomysł.
Dlaczego to takie ważne? Gdy mieszkańcy zobaczą, że można, że dobre pomysły są realizowane niezależnie od tego, czy wpadli na nie ludzie prezydenta, być może zachęci to wrocławian do angażowania się w życie miasta lepiej, niż walka o Europejską Stolicę Kultury (a o takim pomyśle na wyrwanie ludzi sprzed telewizorów mówili nam >wiceprezydent Jarosław Obremski i szef instytucji przygotowującej nas do tych starań, >prof. Adam Chmielewski).



Chyba. że władza z założenia wie lepiej i społeczeństwo obywatelskie jest jej potrzebne tak samo, jak łodzi podwodnej migacze. Wtedy nie trzeba robić nic.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości