To było otwarcie sezonu, na jakie liczyli kibice we Wrocławiu. Po solidnym meczu Śląsk pokonał Ruch Chorzów 2:0, po golach Sebastiana Mili i Słowaka Roberta Picha.
Ten mecz można podsumować jednym zdaniem - okazuje się, że jest w Śląsku życie po Marco Paixao. Kapitan i najlepszy napastnik wrocławskiej drużyny leczy kontuzję i poza zespołem będzie przez następne trzy miesiące. I właśnie absencja najlepszego piłkarza drużyny była przed sezonem największą zmorą trenerów Śląska i kibiców drużyny. Bo jeśli nie Marco Paixao będzie strzelał, to kto? W meczu z Ruchem Śląsk pokazał jednak, że system gry wymyślony przez trenera Tadeusza Pawłowskiego pozwala zamaskować brak najlepszego napastnika zespołu, a gra ofensywna wrocławian jest na odpowiednim poziomie.Mecz z Ruchem rozegrany został w pogodzie, która była idealna do hodowania bananów lub uprawy pomidorów szklarniowych, za to mniej to podejmowania intensywnego wysiłku sportowego. Jakby to pewnie podsumował były piłkarz Śląska Piotr Ćwielong, to nie była pogoda do gry w piłkę. Ale zawodnicy nie mieli wyboru i na murawę wybiec musieli. Było jednak jasne, że kto pierwszy strzeli gola w tym meczu, zapewni sobie duży komfort gry, bo to rywal będzie musiał biegać więcej i w pewnym momencie zmęczony może nadziać się na kontrę. Niewiele brakowało, by to chorzowianie już w pierwszej minucie gry zapewnili sobie taki komfort, bo najpierw Mariusz Pawelec desperackim wślizgiem na granicy faulu zatrzymał w polu karnym Grzegorza Kuświka, a kilka chwil później Bartłomiej Babiarz huknął w poprzeczkę. W tej sytuacji szczęście uśmiechnęło się do Śląska, a po chwili błysnęło uśmiechem do wrocławian po raz drugi. Robert Pich sprytnie przepuścił piłkę do Sebastiana Mili, a ten mądrym uderzeniem bez problemu otworzył wynik spotkania.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze