Epidemia to trudny czas dla komunikacji miejskiej. Mniejsza liczba pasażerów odbija się na zyskach z biletów, a obostrzenia wymuszające zachowanie dystansu w pojazdach wymuszają uruchomienie kolejnych kursów. Wrocławskie MPK twierdzi jednak, że na bezpieczeństwie pasażerów nie zamierza oszczędzać. – Nie można myśleć tylko wskaźnikami ekonomicznymi – mówi prezes spółki.
Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne chwali się, że od początku epidemii wydało już ponad 700 tys. zł na działania związane z zabezpieczeniem pracowników i pasażerów przed zakażeniem. Za te pieniądze spółka kupiła m.in. maseczki i płyny do dezynfekcji dla pracowników, ale też zleciła regularne ozonowanie pojazdów i wydłużyła o 50% czas na sprzątanie tramwajów i autobusów.
- O pieniądzach warto i trzeba mówić, ale w momencie, gdy na szali kładziemy zdrowie naszych pasażerów i pracowników, nie można myśleć tylko wskaźnikami ekonomicznymi – mówi prezes MPK Wrocław Krzysztof Balawejder. – Komunikacja miejska musi działać pomimo pandemii i rządowych obostrzeń. Już w tym momencie po ulicach Wrocławia jeździ cały dostępny tabor, a praca na naszych zajezdniach odbywa się przy zachowaniu surowego reżymu sanitarnego – dodaje prezes.
Dezynfekcje pojazdów MPK metodą elektrostatyczną wykonywane są raz w tygodniu. W procedurze wykorzystywany jest preparat wirusobójczy, który pokrywa nawet najbardziej skomplikowane i trudno dostępne powierzchnie. Na samo odkażanie pojazdów MPK wydało prawie 250 tys. złotych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze