38-letnia wrocławianka Dorota wracała po godz. 22 z pracy, gdy w autobusie linii 114 wulgarnie i agresywnie zwyzywał ją obcy mężczyzna, dwa razy na nią plując. Nikt nie zareagował.
"Wracałam z pracy tuż po 22, wsiadłam do autobusu MPK. Usiadłam na siedzeniu, słyszę odgłos plunięcia. Odwróciłam się, siedzi jakiś typ i patrzy na mnie. No i się zaczyna: "Co się gapisz, brudasie?", mówi. Odwróciłam się do okna, plunął mi na kurtkę drugi raz. Prawdopodobnie myślał, że jestem Ukrainką, bo zaczął do mnie przeklinać, że śmierdzę i mam w*********ć do siebie, wyzywać mnie od tłustych świń i k***w. Wstałam i się przesiadłam, ale ręce trzęsą mi się do teraz. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że NIKT, absolutnie NIKT w autobusie nie zareagował, wszyscy jak jeden mąż odwrócili się do okien. Mieszkam we Wrocławiu całe swoje życie, tu się urodziłam i wychowałam i przez 38 lat swego życia czułam się bezpiecznie. Do dziś. Wniosek? Uważajcie na siebie, dziewczyny, przyszły naprawdę straszne czasy" - takiego przejmującego posta napisała Dorota na Facebooku.
Wrocławianka, która niejednokrotnie słyszała w życiu, że ma "wschodnią urodę", jechała autobusem linii 114 od przystanku Niskie Łąki w stronę Bieńkowic.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze