Zbigniew Jakilaszek od lat zajmuje się nastawianiem zegarów na wieży wrocławskiego Ratusza. Dziś razem z nim zwiedzamy wieżę i poznajemy tajemnice zegara, bez którego Ratusz nie wyglądałby tak samo. To właśnie zegary na ratuszowej wieży mogłyby być inspiracją dla pisarzy i filmowców.
Zbigniew Jakilaszek (65 l.) na co dzień jest konserwatorem Muzeum Miejskiego Wrocławia. Od ponad 20 lat czuwa nad zegarami wieży Starego Ratusza. Na wieży są dwa zegary: słoneczny i drugi, większy, ale tradycyjny.
- Kiedyś ich mechanizm był połączony tak, że oba zegary nakręcały się automatycznie, teraz jednak trzeba to robić ręcznie. - mówi pan Zbyszek. I to właśnie on ma te "magiczne ręce", dzięki którym zegar wybija zawsze odpowiednią godzinę. Bo wrocławianie są spostrzegawczy i dociekliwi.
- Zanim zacząłem tu pracować, to podobno nieraz ludzie dzwonili do dyrekcji, że zegar się spóźnia albo spieszy - dopowiada. - Raz, jak byłem na urlopie, miał mnie ktoś zastąpić i ten zastępca dzwoni i mówi, że zegar się zatrzymał. Było to niemożliwe, ale jakoś uratowaliśmy sytuację.
Wahadło dużego zegara ma 9 metrów długości, do tego dochodzi średnica serca zegara. Na wieży mieliśmy też okazję zobaczyć mechanizm zegara, wykonany przez Johanna Gottlieba Klosego seniora (był to pruski królewski zegarmistrz dworski, podobno - jak mówi pan Zbyszek - wybitnie utalentowany). Klose senior pełnił funkcję miejskiego zegarmistrza na przełomie XVIII i XIX wieku. Na mechanizmie zegara widnieje jego podpis oraz napis Breslau, 1801. Bo to właśnie z tego roku pochodzi ten zegar. Warto jednak nadmienić, że przed tym zegarem były dwa inne.
Mechanizm zegara mierzy 3 metry długości, 2,5 metra wysokości i 90 cm szerokości. Ma tzw. konstrukcję klatkową - taka była charakterystyczna dla zegarów XIX wieku. By jej wygląd nie był tak surowy, wzbogacono mechanizm ażurowymi wzmocnieniami narożników. Mechanizm zegara ozdabiają również wyrzeźbione znaki Zodiaku, okalające cały zegar - dołożono je w II połowie XIX wieku.
- Po jednej stronie jest sześć, po drugiej też sześć - mówi pan Zbyszek.
Dziś cały mechanizm wygląda jak z filmów.

Wieża ratuszowa jest obecnie niedostępna dla turystów. Każdy, bez względu na rangę, musi podpisać specjalne oświadczenie, że wchodzi tam na własną odpowiedzialność.
- Takie oświadczenie podpisywał też były prezydent Rafał Dutkiewicz, którego oprowadzałem tu dwukrotnie. Raz był tu z dziećmi i pojawił się problem, bo córka prezydenta chyba się bała, dlatego uprzedzam, że wieża ratuszowa nie jest dla każdego - mówi pan Zbyszek.
Każdy, kto tu przychodzi, musi respektować zasady poruszania się po obiekcie zabytkowym. Niestety, nie każdy tych zasad przestrzega. - Kiedyś na wieży ratuszowej Lech Janerka grał swój minikoncert. Jak ten koncert się skończył, to zauważyłe, jak jeden z muzyków gasił papierosa, wciskając peta w drewnianą deskę. Jak się zdenerwowałem! Przecież po czymś takim to nietrudno o pożar. Owszem, nawet gdy mieliśmy jakieś fałszywe alarmy, straż zawsze była tu raz dwa, ale po co ryzykować? - pyta pan Zbyszek.
A jemu lepiej się nie narażać, bo kto, jak nie on, lepiej zadba o to, by zegar Starego Ratusza chodził jak należy?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze