Gdyby w piłce nożnej premiowano zmarnowane sytuacje, piłkarze Lecha Poznań za mecz ze Śląskiem Wrocław otrzymaliby pewnie z pięćdziesiąt punktów. Na szczęście w futbolu liczą się celne strzały do bramki. A w tym elemencie Śląsk zaprezentował się znacznie lepiej i zasłużenie pokonał Lecha 2:0.
Przed sobotnim meczem lewa strona jedenastki Śląska raziła w oczy smutną pustką. Kontuzjowany jest bowiem Amir Spahić i Sylwester Patejuk, a Mariusz Pawelec z braku laku musiał wystąpić w tym meczu na pozycji stopera. Dlatego trener Stanislav Levy na tej flance boiska mógł liczyć tylko na Dudu. Wydawało się więc, że czeski szkoleniowiec nie będzie miał czym zaskoczyć rywala. Ale Levy pokusił się o niespodziankę, na prawym skrzydle wystawiając Tomasza Hołotę. Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, ale po kolei.Śląsk ułożył mecz po swojej myśli w pierwszej połowie. Początkowe minuty gry upłynęły na wzajemnym badaniu mocy rywala w tym spotkaniu, piłkarze potrafili skonstruować w miarę klarowne akcje, ale na gole trudno byłoby im je przełożyć. We wrocławskim zespole niewidoczny był Sebastian Mila, a odcięty od podań “Milowego” Marco Paixao krążył nieco bezradnie między stoperami Lecha, czyhając na dobrą piłkę. Aż nadeszła 23. minuta i Śląsk, nieco niespodziewanie, zadał Lechowi pierwszy cios. Wtedy Dudu ośmieszył prostym zwodem Tomasza Kędziorę i świetne dośrodkował w pole karne, a tam Hołota popisał się efektowną “główką” i pokonał Krzysztofa Kotorowskiego.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze