We wtorek w parku na wrocławskim Brochowie odbyła się druga runda nocnych zawodów w biegu na orientację pod nazwą Wrocław Night O-Fight. – Całkiem spora grupa nieustraszonych biegaczy zjechała się z całego Wrocławia i nie tylko, aby zmierzyć się z potęgą labiryntu, którego korzenie sięgają czasów Napoleona. Było na co popatrzeć – cieszą się organizatorzy.
Zawodnicy rywalizowali ze sobą w pięciu kategoriach adekwatnych do ich umiejętności. Nowością jest trasa MIX, na której startują nie pojedyncze osoby, a całe ekipy (do 5 osób w drużynie). Powstała z myślą o tych, którzy czują się pewniej w grupie. Oprócz tego były również pozostałe trasy.
Ogólnie w zawodach wzięło udział 125 osób plus 9 grup z trasy MIX. Cały park wręcz migotał w światłach czołówek, jednakże najjaśniejszym miejscem w okolicy był labirynt. Już nie taki zielony, bo jesienny. Nie przeszkadzało to jednak świetnej zabawie, jaką było odnajdywanie punktów kontrolnych wewnątrz. A nie było to proste.
– Nie dość, że trzeba najpierw znaleźć drogę na mapie, to później jeszcze się jej ściśle trzymać, całą sytuację utrudniali zaś inni zawodnicy biegający wokół. Wszystkie kategorie musiały pokonać labirynt, zatem po pewnym czasie skumulowało się wewnątrz niego całkiem sporo osób – mówią organizatorzy, którzy jednocześnie zachęcają innych do spróbowanie takiej formy uprawiania sportu.
Ktoś może pomyśleć: „Komu sprawia frajdę bieganie w nocy w jakimś parku z latarką na głowie?”. Aby znaleźć odpowiedź na takie pytanie trzeba samemu spróbować, tego nie da się w żaden sposób wyrazić. W centrum zawodów, po biegu, było słychać same pozytywne opinie na temat trasy, organizacji i oczywiście na temat labiryntu. Takiej zabawy nie gwarantuje żaden inny sport na świecie – kończą organizatorzy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze