Reklama

Pokaz antyfutbolu. Śląsk Wrocław - Wisła Płock 0:3 [RELACJA]

03/11/2018 22:04

Dawno już Śląsk Wrocław nie zaliczył tak koszmarnej porażki. Przegrał z Wisłą Płock aż 0:3, choć przez praktycznie cały mecz grał z przewagą jednego zawodnika! Trener Śląska Tadeusz Pawłowski skwitował to wprost: jego zespół przeszedł obok meczu.

Tadeusz Pawłowski jest trenerem szczerym, ale rzadko da się usłyszeć od niego słowa publicznej krytyki pod adresem jego drużyny lub piłkarzy. Jeśli więc szkoleniowiec łamie swoją zasadę, to musi być szczerze wkurzony - żeby nie napisać dosadniej.


- To jest Śląsk Wrocław, klub z tradycjami, a nie zespół z czwartej ligi. Tutaj trzeba walczyć, pograć dobrze piłką, a nie stosować prymitywne wrzutki przez 40 metrów. Nie może być tak, że przechodzimy obok meczu i oddajemy go bez walki. Ta porażka to dla mnie i całego sztabu trenerskiego powód do wstydu - komentował po spotkaniu trener Tadeusz Pawłowski. Nic dodać, nic ująć.

Reklama

Śląsk wyszedł na ten mecz w składzie, w którym ostatnio wygrywał, i to okazale, bo 5:0 w Legnicy i 3:0 w Bytowie. Okazało się jednak, że dla wrocławian trzy wygrane mecze pod rząd to za dużo. Trzeba koniecznie przegrać, aby obniżyć oczekiwania, a dodatkowo grać tak, że nawet najwięksi twardziele nie będą mieli siły oglądać takiej kopaniny. Od początku tego meczu Śląsk prezentował się niemrawo. Jeśli miał szanse strzeleckie, to po stałych fragmentów gry - z rzutu wolnego próbował Marcin RobakMichał Chrapek. Oby zabrakło niewiele, ale wyniku meczu nie otworzyli. Zespół z Płocka wyglądał nieco lepiej, mogła się podobać jego organizacja gry w środku pola, pomocnicy Wisły sporo biegali i twardo walczyli. Ale mimo to, Wiśle brakowało nieco płynności w grze, przez co nie była w stanie rozmontować wrocławskiej defensywy. Choć raz była bardzo blisko - strzelał Damian Szymański, a Jakub Słowik musiał się solidnie napracować, aby odbić to uderzenie.


W 29. minucie gry z boiska z czerwoną kartką wyleciał Adam Dźwigała, obrońca Wisły. Dał się ograć Damianowi Gąsce, pomocnik Śląska szykował się już do sprintu pod bramkę rywala, ale Dźwigała powalił go zapaśniczym chwytem. Ale był ostatnim obrońcą Wisły w tej akcji, więc sędzia wyprosił go z boiska. W tym momencie wydawało się, że będzie to dla Śląska zaproszenie do bardziej aktywnej gry, do zabiegania rywala, który będzie musiał walczyć w osłabieniu.

Reklama

Nic bardziej mylnego. Mimo przewagi liczebnej, Śląsk zupełnie nie wiedział, co ma robić na boisku. Wrocławianie wikłali się w bezsensowne wymiany podań, z których wynikały kolejne straty. “Wyróżniał się” w tym zwłaszcza Michał Chrapek, a Augusto był tak słaby i niewidoczny na boisku, że trener Pawłowski ściągnął go z boiska już w 55. minucie. Gąska, który w pierwszej połowie miewał dobre momenty, po przerwie gasł w oczach. W efekcie, osamotniony na szpicy Robak mógł co najwyżej tłuc się bark w bark z obrońcami Wisły, daremnie licząc na dobre podanie od któregokolwiek z kolegów.


Co tu dużo mówić - Śląsk serwował produkt futbolopodobny. To było niestrawne, nie dało się tego oglądać. Goście z Płocka, widząc słabość rywala, wrzucili zaś wyższy bieg. Płoczczanie poradzili sobie pod względem fizycznym, ich środkowi pomocnicy dosłownie zabiegali wrocławian. To zaowocowało golami. W 65. minucie meczu wynik otworzył Damian Szymański. Przy tej akcji Chrapek - zamiast go pilnować - tylko odprowadził wzrokiem piłkarza z Płocka, który mocnym strzałem dał prowadzenie swojemu zespołowi.

Reklama

Cztery minuty później Wisła poprawiła na 2:0. Tym razem na listę strzelców wpisał się Ricardinho. Płocki napastnik dostał piłkę w środku pola, podciągnął akcję przez kilka metrów i huknął zza pola karnego. Źle ustawiony Słowik nie miał szans odbić tej piłki. Efekt? Cztery minuty, dwa gole dla Wisły, Śląsk na deskach.


W 82. minucie Wisła postawiła kropkę nad “i” w swoim dziele kompromitowania Śląska Wrocław. Choć równie dobrze można napisać, że wrocławianie w tej akcji sami siebie skompromitowali. Piłkę na połowie rywala stracił Robert Pich i nie kwapił się z próbą agresywnego odbioru. Wisła zaś wyprowadziła książkowy kontratak. Wystarczyły trzy podania i Georgi Merebaszwili znalazł się pod polem karnym Śląska. Gruzin spokojnie przyjął piłkę, dwa razy wrzucił Łukasza Brozia dryblingiem na karuzelę i pewnie podwyższył na 3:0.

Reklama

Widywaliśmy już różne porażki Ślaska Wrocław - były pechowe, były wyraźne, ale niewiele było tak skandalicznych, jak ta z Wisłą Płock. Wrocławianie mieli rywala na widelcu i wystarczyło, aby go dobili. Nikt nie wymagał od nich zwycięstwa 10:0, ale wystarczyło choćby skromne 1:0. Na koniec i tak liczą się trzy punkty. Co zaś zrobił Śląsk? Grając z przewagą jednego piłkarza oddał... dwa celne strzały. To był pokaz antyfutbolu i braku szacunku do kibiców, którym należą się przeprosiny. Sam trener Tadeusz Pawłowski zapowiada zaś, że odbędzie poważną rozmowę z zespołem, bo nie ma co udawać, że w sobotni wieczór na Stadionie Wrocław nic się nie stało. 


Śląsk Wrocław - Wisła Płock 0:3 (0:0)
Bramki: Szymański (65.), Ricardinho (69.), Merebaszwili (82.).

Reklama

Śląsk Wrocław: Słowik - Broź, Celeban, Golla, Cotra - Cholewiak (66. Ahmadzadeh), Augusto (56. Radecki), Chrapek (74. Pałaszewski), Gąska, Pich - Robak.
Wisła Płock: Dahne - Stefańczyk, Łasicki, Dźwigała, Stępiński - Varela (72. Angielski), Rasak (38. Sielewski), Furman, Szymański, Merebaszwili - Ricardinho (84. Zawada).


Żółte kartki: Golla - Stępiński, Szymański.
Czerwona kartka: Dźwigała (29. - za faul).
Sędzia: Zbigniew Dobrynin (Łódź).


Widzów: ok. 6,3 tys.


Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości