Bliscy zaginionej na wyspie Kos 27-letniej Anastazji Rubińskiej z Wrocławia nie tracą nadziei, że kobieta żyje. Wierzą, że została porwana i jest gdzieś przetrzymywana. Poszukują jej nawet w sąsiedniej Turcji. Wynajęli też prywatnych detektywów z Polski. Dziś przylecieli oni na Kos.
- Nie mogę zdradzać szczegółów, ale twierdzę że córka została porwana - powiedziała w czwartek portalowi TuWroclaw.com matka Anastazji. W piątek poleciała na wyspę Kos, by na miejscu uczestniczyć w poszukiwaniach córki. Następnego dnia do Grecji przylecieli też prywatni detektywi z Polski. Będą sprawdzali, czy miejscowa policja nie przeoczyła ważnych śladów, mogących doprowadzić do zaginionej kobiety.
- Cały czas próbujemy coś znaleźć. Każda godzina, która mija, jest bardzo ważna. Nie wiemy, gdzie jest, co pije, co je. Nic nie wiemy - powiedział tureckiej stacji Mega 28-letni partner wrocławianki, także pochodzący z Polski.
Jak poinformował w sobotę Thomas Kaorathomas, kierujący śledztwem greckiej policji, jedynymi dowodami są ślady pozostawione przez telefon komórkowy 27-latki. Policja ma też nagrania z monitoringu - pochodzą ze sklepu, w którym wrocławianka w poniedziałkowy wieczór kupowała alkohol. Na filmie widać Anastazję w towarzystwie 32-latka z Bangladeszu. To właśnie ten mężczyzna przyznał później podczas przesłuchania, że zabrał pijaną Polkę do swojego mieszkania i tam uprawiał z nią seks. Zarzeka się jednak, że później odwiózł Polkę pod sklep, w którym się spotkali, a jej dalszych losów nie zna.
Greckie media spekulują, że znaleziony w sobotę w jednym z pustostanów porzucony telefon Anastzazji pozbawiony karty SIM, to kolejna poszlaka mogąca wskazywać, że na wyspie Kos mogło dojść do morderstwa. Ale równie prawdopobne jest to, że - jak wierzy rodzina - przestępcy odebrali kobiecie telefon i porzucili go, a Anastazję wywieźli z wyspy w inne miejsce.
32-latek, któremu śledczy zarzucają porwanie kobiety miał już kupione bilety lotnicze na samolot do włoskiego Bergamo pod Mediolanem. Nie zdążył uciec, bo dzień przed wylotem zatrzymała go policja. To bezrobotny pochodzący z Bangladeszu. Mieszkał na wyspie Kos od wielu lat, pracował dorywczo w ogrodach i na polach. Nie wiadomo, czy 27-latka z Polski go znała.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze