Reklama

Śląsk Wrocław przegrał z Sevilla FC 0:5. W dwumeczu aż 1:9

29/08/2013 00:00

Tylko dwadzieścia minut trwał sen piłkarzy Śląska Wrocław o tym, że mogą odrobić straty z Sewilli i jednak awansować do fazy grupowej Ligi Europy. Później już tylko przyjmowali kolejne ciosy. I skończyło się wynikiem 5:0 dla Sevilli, choć Hiszpanie mogli wygrać to spotkanie znacznie wyżej.

Śląsk stał przed arcytrudnym zadaniem. Musiał odrobić trzy gole straty do drużyny z Andaluzji i zachować w tym meczu czyste konto. A wszystko to bez kluczowych piłkarzy: Marco Paixao, Dudu i Dalibora Stevanovicia. Teoretycznie marzenie o wyeliminowaniu Sevilli było marzeniem ściętej głowy. Ale z obozu Śląska Wrocław gdzieś tam przebijały się głosy, że może jednak, że może się uda, że piłkarze powalczą… I powalczyli. Ale tylko przez mniej więcej dwadzieścia minut meczu. Później było już coraz gorzej.
 
>Tu możesz obejrzeć galerię zdjęć z meczu.
 Wrocławianie rozpoczęli to spotkanie wyraźnie “nakręceni”. Jakby chcieli pokazać wszystkim, że to oni mają w ręku wszystkie karty. I przez pierwszy kwadrans kilkakrotnie stosunkowo groźnie atakowali bramkę Sevilii. Próbował Sebino Plaku, próbował też Sebastian Mila i Przemysław Kaźmierczak. Po ich strzałach piłka nie wpadła jednak do bramki Hiszpanów. A szkoda, bo drużyna z Sewilli wydawała się nieco zaskoczona - zarówno ambicją Śląska, jak też bardzo głośnym dopingiem kibiców, których na stadionie stawił się komplet 42 tys. I był to moment, gdy stracony gol wpuściłby sporo niepewności w hiszpańskie szeregi. Tak się jednak nie stało, a goście zaczęli grać swoje. I szybko pokusili się o gola.
 
W 22. minucie po kolejnym błędzie Krzysztofa Ostrowskiego potężną bombę z 35 metrów posłał Ivan Rakitić. Bramkarz Śląska Rafał Gikiewicz mógł ten strzał sparować, ale jego interwencja była zbyt niepewna, by mogła się udać. I w tym momencie było już po wszystkim w tym dwumeczu, a Hiszpanie mogli go tylko spokojnie dograć do końca. Wrocławianie nie złożyli jednak broni i próbowali grać aktywnie w ofensywie, szukając okazji bramkowych. I zdołali wypracować sobie kilka w miarę klarownych sytuacji, ale Beto zachowywał czyste konto. W Śląsku bardzo brakowało mocy w ofensywie. Przeciętnie spisywali się skrzydłowi, a osamotniony na szpicy Plaku nie mógł wiele zdziałać. Za to Sevilla ukąsiła po raz kolejny - w 38. minucie prowadzenie gości powiększył Carlos Bacca.
 
Po przerwie zaczął się dramat Śląska. Sevilla cały czas grała swoje i naciskała coraz mocniej. A wrocławianie? Przez kilkanaście minut próbowali dotrzymać kroku rywalowi, ale później coraz bardziej gaśli i popełniali coraz więcej błędów. Praktycznie też nie stwarzali zagrożenia pod bramką rywala. Czemu zresztą trudno się dziwić, bo w drugiej połowie napastnika Śląska udawał Jakub Więzik. Nie możemy napisać z pełnym przekonaniem, że nim był, bo piłkarz ten na murawie zwyczajnie przebywał i poruszał się po niej dostojnym krokiem. I nic więcej z jego pobytu na boisku nie wynikało.
 
Do 70. minuty wrocławianie jako tako się bronili. Kilka razy w ostatniej chwili piłkę ofiarnie blokował Mariusz Pawelec, ratując swój zespół przed utratą gola. Ale popularny “Mario” grę z poświęceniem przypłacił kontuzją i poprosił o zmianę. A gdy zszedł z boiska, obrona Śląska stała się dziurawa. Efekt? Kolejne gole dla Sevilli. Strzelanie zaczął Jairo, kilka minut później - po koszmarnym błędzie Odeda Gavisha - na listę strzelców wpisał się Perotti. Było już 0:4, niektórzy zirytowani kibice wyszli ze stadionu, a przecież Hiszpanie wcale nie wyciskali z siebie maksimum możliwości. To Śląsk stopniowo gasł coraz bardziej i grał tak, jakby marzył o tym, by w końcu zejść do szatni. I doczekał się gola, który był idealnym podsumowaniem niemocy wrocławskiej drużyny w drugiej połowie tego spotkania. Tuż przed jego końcem fatalnie pomylił się Rafał Gikiewicz, który podał piłkę prosto pod nogi… Carlosa Bakki. Kolumbijczyk ochoczo skorzystał z prezentu, strzelając piątego gola dla Sewilli. I to był ostatni akord tego spotkania, w którym Śląsk został przejechany przez hiszpański walec i odesłany do kąta, czyli z powrotem do mizerii polskiej ekstraklasy.
 
Tegoroczna przygoda Śląska Wrocław w europejskich pucharach zakończyła się w fatalnym stylu. W dwumeczu z Sevillą wrocławianie polegli aż 1:9, co dobitnie pokazuje różnicę klas między oboma zespołami. Trudno jednak, aby było inaczej, skoro trener Stanislav Levy próbował straszyć rywala Więzikiem, a meczową osiemnastkę na rewanżowy mecz z Hiszpanami sklecił z trudem. Ale mimo wszystko wrocławianie w eliminacjach Ligi Europy w 2013 r. zapisali ładną kartę. W popisowym stylu wyeliminowali Club Brugge, a w Hiszpanii przez długie momenty grali z Sevillą jak równy z równym. I to właśnie te momenty, a nie kompromitację w meczu rewanżowym, warto im zapamiętać.
 
Śląsk Wrocław - Sevilla FC 0:5 (0:2)
Bramki: Rakitić (22.), Bacca (38., 87.), Jairo (71.), Perotti (78.).
 
Śląsk Wrocław: Gikiewicz - Ostrowski, Kokoszka, Pawelec (70. Gavish), Spahić (46. Więzik) - Sobota, Hołota, Kaźmierczak, Mila, Patejuk (74. Socha) - Plaku.
Sevilla: Beto - Diogo Figueiros, Cala, Fernando Navarro (49. Israel), Alberto Moreno - Vitolo, Iborra, Rakitić (58. Cotan), Jairo, Rabello (64. Perotti) - Bacca.
 
Żółte kartki: Kokoszka, Plaku.
Sędzia: Firat Aydinus (Turcja).
 
Widzów: ok 43 tys.
Łukasz Maślanka, Jarosław Garbacz

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości