Policjanci z komisariatu przy ul. Kiełczowskiej dostali zgłoszenie o strzelaninie na jednym z wrocławskich osiedli. Gdy przyjechali na miejsc okazało się, że huki wystrzałów, w rzeczywistości był uderzeniami młotka o blachę auta. Ich autor jednak został zatrzymany.
– Jak nie zwracać uwagi na swoją przestępczą działalność? Na pewno nie można uderzać młotkiem w samochód, w którym trzyma się narkotyki – żartuje sierż. szt. Dariusz Rajski z wrocławskiej policji.
To właśnie narkotyki, a nie udział w strzelaninie, były powodem zatrzymania 37-letniego mieszkańca Ząbkowic Śląskich. Mężczyzna będąc we Wrocławiu postanowił dokonać napraw blacharskich w swoim samochodzie. Do wygięcia blach użył młotka. Sąsiedzi słysząc głośny huk myśleli, że to strzały z broni palnej. O sprawie zawiadomili policję.
– Na miejsce pojechało aż czterech wrocławskich wywiadowców, strzały się nie potwierdziły – mówi sierż. szt. Dariusz Rajski . – Policjanci ostrożnie podeszli do garażu i zauważyli mężczyznę wykonującego samodzielne naprawy blacharskie. Zagrożenie strzałami zatem się nie potwierdziło, ale coś innego zwróciło uwagę doświadczonych mundurowych. Na podszybiu leżał mały woreczek z białym proszkiem. W odzieży znajdującej się w aucie policjanci ujawnili kolejne porcje narkotyku – dodaje.
W związku z takim obrotem spraw, policjanci przeszukali cały garaż. Zgodnie ze swoimi przypuszczeniami, na szafce i na regale znaleźli następne porcje środków odurzających. Łącznie w samochodzie i w garażu zabezpieczyli kilka tysięcy porcji amfetaminy. 37-latek został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Grozić mu teraz może kara do 2 lat pozbawienia wolności.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze