Reklama

Świetny mecz w Hali Orbita. Koszykarze Śląska przegrali z Anwilem o włos

16/01/2013 00:00

Do szczęścia zabrakło niewiele. Koszykarze Śląska Wrocław do ostatnich minut walczyli o zwycięstwo, ale ostatecznie ulegli Anwilowi Włocławek 74:83. Świetne zawody zanotował Paweł Kikowski, który raz po raz dziurawił kosz rywala i chwilami sam ciągnął grę Śląska. Lider wrocławian mecz skończył z 28 punktami na koncie.

Przez lata kibice we Wrocławiu byli rozpieszczani dostępem do wielkiego basketu. Europejskie puchary, wielkie firmy, mistrzostwo Polski seryjnie przez Śląsk zdobywane... Ale od lat Wrocław do koszykówki przez duże K dostępu (jeszcze?) nie ma. Śląsk od dwóch sezonów krok po kroku wraca na miejsce, którego de facto nigdy nie powinien opuszczać, czyli do ekstraklasy (dziś Tauron Basket Ligi). Dlatego też mecz wrocławskiej ekipy z Anwilem Włocławek wywołał w stolicy Dolnego Śląska duże zainteresowanie.

Pojedynki obu drużyn zdążyły już na stałe wpisać się w krajobraz polskiego basketu jako święta wojna, Śląsk z Anwilem nie mierzył się we Wrocławiu od kilku lat. A kolejny taki mecz może się odbyć w stolicy Dolnego Śląska najwcześniej za kilka miesięcy. Efekt? Hala Orbita w środowy wieczór pękała w szwach. Na trybunach trudno było znaleźć wolne krzesełka. Żartem można też wspomnieć, że w Orbicie obrodziło VIP-ami. Mecz oglądał m.in. prominentny polityk PO i były szef Śląska Grzegorz Schetyna, obok niego zasiadł szefujący piłkarskiemu Śląskowi Piotr Waśniewski, byli też lokalni biznesmeni i byli koszykarze zielono-biało-czerwonych: Wojciech Błoński, Robert Kościuk i Jarosław Zyskowski. Barwnie prezentowali się też piłkarze Śląska, którzy prawie w komplecie stawili się na meczu. W przerwie nawet futboliści postanowili zacieśnić relacje z miłośnikami pomarańczowej piłki. Kapitan Śląska Sebastian Mila wymienił się koszulką z weteranem Śląska koszykarskiego, Radosławem Hyżym. Panowie sympatycznie pogawędzili, a piłkarze nie szczędzili gardeł dopingując walczących na parkiecie koszykarzy. Sympatycznie było też po pierwszej kwarcie. Wtedy w pojedynku na rzuty wolne dawny lider i obecny prezes Śląska Maciej Zieliński powalczył z Igorem Griszczukiem, legendą Nobilesu Włocławek, z którym "Zielony" toczył na parkiecie zacięte boje. Ta potyczka zakończyła się po dżentelmeńsku, czyli remisem.

Trybuny trybunami, ale najważniejsze działo się oczywiście na boisku. A na brak emocji kibice nie mogli narzekać. Koszykarze z Włocławka musieli być nieco zaskoczeni, bo Śląsk mocno wszedł w ten mecz. Prowadzeni przez świetnie dysponowanego Pawła Kikowskiego wrocławianie pierwszą kwartę wygrali siedmioma punktami. W drugiej już tak różowo nie było. Anwil zaczął punktować seriami, a Śląsk kompletnie zgubił rytm. Wrocławianie rzucali z nieprzygotowanych pozycji, w łatwy sposób gubili piłkę i to nie mogło skończyć się dobrze. Anwil w pewnym momencie prowadził już 37:28, co zwiastowało pogrom ambitnego pierwszoligowca. Ale wtedy znów na wysokie obroty wskoczył Kikowski. Efekt? Wrocławski zawodnik pierwszą połowę zakończył z dorobkiem 20 pkt., a Śląsk do przerwy tracił do Anwilu cztery punkty.

W trzeciej ćwiartce to wrocławianie dominowali na boisku. Koszykarze z Włocławka na dłuższą chwilę stracili skuteczność, a Śląsk punktował rywala, jak mógł, by odskoczyć na w miarę bezpieczną odległość. Zbyt daleko jednak nie odjechał, bo Anwil to przecież nie rywal z przypadku. We wrocławskiej ekipie nadal “w gazie” był Kikowski, któremu udało się nawet spektakularnie zablokować Marcusa Ginyarda. Sędziowie co prawda odgwizdali faul, ale Amerykanin i tak najadł się wstydu. Swoje punkty dołożyli też podkoszowi gracze Śląska: Radosław Hyży, Krzysztof Sulima i Michał Gabiński. I wrocławianie przed decydującą partią meczu prowadzili czterema punktami. Na początku czwartej kwarty trenerzy Śląska dali odpocząć Kikowskiemu. Jego koledzy nie byli już tak skuteczni i pozwolili Anwilowi doprowadzić do remisu. Na parkiecie zrobiło się gorąco, sporo było walki, aż wreszcie Ruben Boykin wyprowadził włocławian na prowadzenie. Śląsk próbował utrzymać się w grze, po punktach Marcina Fliegera tracił do rywala tylko “oczko”. Ale po chwili dwa ciosy zadał grający kiedyś w Śląsku Tony Weeden, za trzy punkty poprawił Krzysztof Szubarga i Anwil odjechał na dobre, zapewniając sobie zwycięstwo.

Śląsk Wrocław - Anwil Włocławek 74:83 (28:21, 11:22, 21:13, 14:27)

Śląsk Wrocław: Ochońko 2, Flieger 8, Kikowski 28 (5), Diduszko 5 (1), Sulima 12 oraz Hyży 10, Gabiński 6, Mroczek-Truskowski 3 (1), N. Kulon 0, Bochenkiewicz 0.
Anwil Włocławek: Szubarga 22 (4), Weeden 13 (2), Sokołowski 2, Boykin 14 (2), Hajrić 7 oraz Ginyard 5, Łapeta 8, Frasunkiewicz 6, Jovanović 6, Eitutavicius 0.


Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości