Takiej transferowej posuchy w Śląsku Wrocław nie było już dawno. W zimowym okienku transferowym mistrzowie Polski nie zakontraktowali żadnego nowego piłkarza.
Zima w T-Mobile Ekstraklasie była dość marna, jeśli chodzi o transfery. Polskę opuściło kilku zawodników o znanych nazwiskach. I wygląda na to, że wiosną ligowy krajobraz będzie jeszcze bardziej szary niż dotychczas. Do Francji z Wisły Kraków przeniósł się Maor Melikson, tureckie klimaty, zamiast odpowiednio gdańskich i chorzowskich, wybrał Abou Razack Traore i Arkadiusz Piech, uroki słonecznej Italii skusiły Rafała Wolskiego z Legii Warszawa.
Z kolei młody, zdolny i uważany za wschodzący talent krajowego futbolu Arkadiusz Milik pojechał rozwijać swój talent do Bundesligi, zamieniając Górnik Zabrze na Bayer Leverkusen. Każdy z wymienionych piłkarzy dodawał lidze kolorytu i nieco więcej talentu, ubarwiając przy tym rozgrywki. Teraz prawdopodobnie T-Mobile Ekstraklasa będzie wyglądała jeszcze marniej niż dotychczas.
Skończyło się na spekulacjach
Na tle ogólnego marazmu transferowego wrocławski Śląsk wygląda zimą jeszcze bardziej szaro. W kasie mistrzów Polski nie ma nadwyżki gotówki, a zasady finansowania klubu w przyszłości nadal są niejasne. Wszystko przez deklarację głównego właściciela Śląska, Zygmunta Solorza-Żaka, że piłkarski biznes już go nie interesuje i zamierza się z nieco wycofać. Działacze Śląska upatrywali szansy na nowe transfery w tym, że uda im się porozumieć z kilkoma piłkarzami co do wcześniejszego rozwiązania kontraktu. Mówiło się, że na liście zawodników do odstrzału jest Holender Johan Voskamp, Słoweniec Dalibor Stevanović, Piotr Ćwielong, Marek Wasiluk, a nawet najlepszy napastnik zespołu Argentyńczyk Cristian Omar Diaz. Do GKS Bełchatów mieli odejść na wypożyczenie bracia Gikiewiczowie: Rafał i Łukasz, ale górniczy klub rozsypał się finansowo i w jego szatni pewnie założono zimą drzwi obrotowe dla odchodzących piłkarzy, żeby każdy zdążył wyjść nie tarasując drogi.
Pamiętamy też o operze mydlanej pt. “Sebastian Mila odchodzi ze Śląska”. Kapitan drużyny deklarował, że chce odejść, mówiono, że ma intratne oferty z zagranicy. W międzyczasie zdążył zadeklarować, że jednak zostanie we Wrocławiu, później, że jednak nie, a prawdopodobnie ze Śląskiem pożegna się po zakończeniu sezonu, gdy wygaśnie jego kontrakt. Teoretycznie Mila mógłby odejść już w zimie, co dla klubu byłoby korzystne, bo Śląsk zarobiłby na tym transferze. I miałby środki na pozyskanie kogoś nowego. Tak się jednak nie stało, w klubie zostali też piłkarze, których chciano odprawić. Efekt? Liczba zimowych transferów Śląska Wrocław wynosi jak dotychczas okrągłe zero.
Z mistrzami Polski łączono kilku piłkarzy. Mówiono, że mający rozeznanie w lidze albańskiej trener Śląska Stanislav Levy chce ściągnąć do Wrocławia napastnika Sebino Plaku. Spekulowano też, że Śląsk może wzmocnić nigeryjski defensywny pomocnik Nurudeen Orelesi oraz młody rozgrywający Erjon Vucaj. Czeski trener Śląska tych piłkarzy świetnie zna, bo prowadził ich w albańskiej drużynie Skenderbeu Korce. Miał też do Wrocławia przyjść obrońca ze Słowacji Lubos Hanzel, ale zdecydował się na ofertę Jagiellonii Białystok. Pogłoski pogłoskami, a konkretów zabrakło i z transferów nic nie wyszło. I wszystko wskazuje na to, że jedynymi nowymi piłkarzami będą w Śląsku ci, którzy albo wcześniej nie zdążyli się przebić i błąkali się na wypożyczeniu do niższych lig, albo grający kiedyś we Wrocławiu i próbujący wrócić do profesjonalnego futbolu po ostrzejszym zakręcie kariery.
W tym pierwszym wypadku mowa o napastniku Jakubie Więziku, który jesienią bronił barw pierwszoligowego ŁKS Łódź. 22-letni piłkarz do Śląska trafił w 2010 r., ale jeszcze nie zadebiutował w drużynie seniorów, za to zaliczył epizod w Górniku Polkowice i właśnie w drużynie z Łodzi. Z kolei 31-letni Ostrowski ze Śląskiem pożegnał się w 2009 r., po udanej rundzie jesiennej przenosząc się do Legii Warszawa. Stolicy jednak popularny “Ostry” nie podbił, podobnie jak Widzewa Łódź, do którego trafił po rozstaniu z Legią. A ostatnią jesień Ostrowski spędził na... piłkarskim bezrobociu, grając tylko we wrocławskiej lidze amatorów Spartan Cup i prowadząc prywatny biznes.
Nadzieja w młodych
Jakub Więzik prawdopodobnie zostanie włączony do pierwszego zespołu Śląska, natomiast Ostrowski czeka na decyzję sztabu trenerskiego, czy udowodnił swoją przydatność dla drużyny. Dodajmy do tego jeszcze słuszną skądinąd decyzję trenera Levego, by przyjrzeć się młodym piłkarzom Śląska, dopiero rozpoczynającym dużą karierę. To 17-letni Kamil Dankowski, 20-letni Mateusz Fedyna i 22-letni Kamil Juraszek, który był już w orbicie pierwszego zespołu Śląska, a na cypryjskim obozie zagrał w trzech z czterech meczów sparingowych. Cały czas na większe zaufanie od trenera czeka też 22-letni Paweł Garyga, mający już w swoim dorobku występy w T-Mobile Ekstraklasie.
To wszystko sprawia, że do walki o obronę tytułu Śląsk przystąpi wiosną w praktycznie niezmienionym, gdzieś tam połatanym czy uzupełnionym tylko składzie. Mógł odejść Sebastian Mila, spekulowano o transferze Waldemara Soboty do Lokomotiwu Moskwa, ale obaj piłkarze zostali we Wrocławiu. W Śląsku przydałaby się świeża krew i wzmocnienia na kilku pozycjach, ale też trudno oczekiwać, że klubowi działacze w obliczu braku pieniędzy mieliby prowadzić intensywne polowanie na rynku transferowym. Tak krawiec kraje, jak materii staje i trzeba się pogodzić z faktami, które determinują decyzje o pozyskaniu nowych piłkarzy. Tyle dobrego, że w tej transferowej mizerii trener Stanislav Levy zdecydował się na przegląd kadry młodzieżowej. Tego w Śląsku dotychczas brakowało, a poprzedni trener Orest Lenczyk nie miał zaufania do wrocławskiej piłkarskiej młodzieży. Być może szkoleniowiec z Czech ma lepsze oko do młodych talentów i uda mu teraz się odkryć perełkę, z której Śląsk będzie miał pożytek przez lata.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze