Reklama

Twierdza Wrocław upadła. Śląsk przegrał z Arką Gdynia 1:2

20/10/2018 21:52

Rozczarowanie i gorycz - tyle zostawił po sobie Śląsk Wrocław po meczu z Arką Gdynia. Wrocławianie przegrali 1:2 i jest to porażka w pełni zasłużona, bo Śląsk nie pokazał w tym meczu nic, co pozwoliłoby mu zapracować choćby na remis.

Przed tym meczem zapowiadaliśmy, że w sobotni wieczór Śląskowi z Arką łatwo nie będzie. Nie tylko przez specyfikę stylu gry zespołu z Trójmiasta, w tym sezonie nastawionego na dyscyplinę i mozolne zdobywanie terenu grą z piłką, co Śląskowi nie leży. Także przez braki w składzie - nie było Kamila Dankowskiego, Jakuba Łabojki, był za to tylko jeden rezerwowy napastnik, młodziutki Piotr Samiec-Talar, zastępujący zawieszonego za czerwoną kartkę Arkadiusza Piecha.


Pierwsza połowa meczu Śląska z Arką była produktem tylko dla koneserów piłkarskiej taktyki, niuansów przesuwania się po boisku… Jeśli ktoś lubi łowić takie smaczki, to we Wrocławiu tego wieczora miał w czym wybierać. Początkowo to Arka sprawiała lepsze wrażenie, goście próbowali wysokiego pressingu, aby wymusić na Śląsku błąd pod jego bramką i szybko wbić gola. Ten plan nie wypalił, wrocławianie potrafili wywalczyć sobie przestrzeń, ale to by było na tyle. Obu zespołom brakowało inwencji twórczej, aby posiadanie piłki przekuć na sytuacje strzeleckie. A gdy już pod którąś z bramek zrobiło się ciekawie, to futbolówka zmierzała wszędzie, tylko nie w bramkę.

Reklama

Widowisko odżyło po mniej więcej 30 minutach. Sygnał do ataku dała Arka. Goście po jednej z akcji rozklepali obronę Śląska, bardzo groźnie uderzał Maciej Jankowski, a Jakub Słowik odruchowo odbił ten strzał. W 39. minucie bramkarz wrocławian był już bez szans. A po tej akcji trener Pawłowski dostał argument za tym, aby niektórym swoim zawodnikom zafundować dodatkowy trening gry w obronie.


W 39. minucie Mateusz Cholewiak zaliczył beznadziejną stratę piłki w pobliżu własnego pola karnego. Dostał ją Mateusz Młyński, który pod bramką Śląska kiwnął jak profesor dwóch obrońców Śląska i z ostrego kąta zdołał wcisnąć piłkę do bramki. A dodajmy tutaj, że strzelec gola dla Arki ma zaledwie 17 lat (!) i był to jego pierwszy w życiu występ w pierwszym składzie (!!) w meczu Ekstraklasy. Mimo to, był w stanie ośmieszyć doświadczonych ligowców ze Śląska Wrocław, a przy okazji odkuć się za bezmyślne i ostre faule na wrocławianach.

Reklama

Tuż przed końcem pierwszej połowy Śląsk wyrównał. Ale łatwo mu to nie przyszło. W 45. minucie pewne trafienie z rzutu karnego zaliczył Marcin Robak. A “jedenastkę” Śląsk dostał po tym, kiedy sędzia skorzystał z wideoweryfikacji VAR. Musiał skorzystać z tego narzędzia, bo przeoczył, że obrońca Arki Damian Zbozień zagrał ręką w polu karnym. Arbiter się pomylił, ale VAR oszukać trudno, tym razem kamery wyłapały przewinienie piłkarza z Gdyni.


Tuż po przerwie skończyło się strzelanie w tym meczu. W 48. minucie gdynianie płynnie wyprowadzili kontratak - ruszyli w trójkę na połowę Śląska, wrocławian było pięciu, a mimo to nie zdołali przerwać akcji rywala. Mało tego - w polu karnym gospodarzy zupełnie niekryty stał sobie Maciej Jankowski, którego kapitan Śląska Piotr Celeban zupełnie nie zauważył. A kiedy się zorientował, pomocnik Arki ułożył sobie piłkę, jak chciał i strzelił drugą bramkę dla Arki. Co tu dużo pisać - jeśli marzy się o sukcesach w Ekstraklasie, takich błędów w obronie po prostu nie wolno popełniać.

Reklama

Ta akcja ustawiła wynik meczu. Śląsk miał pół godziny, aby wyrównać, ale nie dał rady. Trener Tadeusz Pawłowski szukał nadziei wśród rezerwowych. Na boisku zameldował się Farshad Ahmadzadeh, Damian GąskaMateusz Radecki. Dobre wrażenie zostawił po sobie zwłaszcza ten drugi. Gąska rozkręcił grę Śląska w ataku, sam szukał piłki, rozciągał podaniami obronę rywala, ale na nic to się zdało. Gdynianie bronili się mądrze i uważnie, pozwolili Śląskowi tylko raz zaatakować groźniej. W 86. minucie ładnym strzałem popisał się Robert Pich, ale golkiper z Gdyni był na posterunku. A w samej końcówce spotkania sędzia użył VAR po raz drugi, bo wrocławianie domagali się kolejnej “jedenastki” po rzekomym faulu na Łukaszu Broziu w polu karnym Arki. Tym razem jednak arbiter uznał, że przepisów gry nie złamano i pretensje Śląska oddalił.


Po tym meczu Śląsk mocno utrudnił sobie życie w Ekstraklasie. Nadal ma 12 pkt., a na ósme miejsce awansowała właśnie Arka, która ma 17 “oczek”. Śląsk zaś ma obecnie bliżej do strefy spadkowej - przedostatni w stawce Górnik Zabrze ma obecnie tylko 3 pkt. mniej niż Śląsk. A w następnym meczu, który odbędzie się 27 października, wrocławianie zagrają w Legnicy z Miedzią. Będa to małe derby Dolnego Śląska z zespołem, który legitymuje się obecnie takim samym bilansem co Śląsk. I wrocławianie w Legnicy nie mogą sobie pozwolić na to, aby znów stracić punkty.

Reklama

Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 1:2 (1:1)
Bramki: Robak (45. - karny) - Młyński (39.), Jankowski (48.)


Śląsk Wrocław: Słowik, Broź, Celeban, Golla, Cotra - Pich, Augusto, Pałaszewski (75. Radecki), Chrapek (64. Ahmadzadeh), Cholewiak (74. Gąska) - Robak.
Arka Gdynia: Steinbors - Zbozień (74. Socha), Helstrup, Maghoma, Marciniak - Młyński (59. Siemaszko), Deja, Nalepa (81. Danch), Janota, Jankowski - Kolev.


Żółte kartki: Augusto, Broź, Pich - Młyński.
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).


Widzów: ok. 9,1 tys.


Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości