Reklama

Wielka Bitwa na Stadionie Olimpijskim. Panthers zagrają z Panthers [ZAPOWIEDŹ, WIDEO]

11/05/2018 22:01

To będzie sportowe wydarzenie wiosny we Wrocławiu. Mistrzowie Polski - Panthers Wrocław - w najbliższą sobotę na Stadionie Olimpijskim skrzyżują kaski z czeskimi dominatorami Prague Black Panthers w ramach rozgrywek europejskiego pucharu CEFL. Początek Panthers Bowl o godzinie 19, ale już kilka godzin wcześniej na esplanadzie stadionu rozpocznie się największy piknik na Dolnym Śląsku.


- Oba zespoły mają bardzo dobrych zawodników z olbrzymim potencjałem. Czesi potrafią dobrze biegać, rzucać i uderzać. Grają twardo i dominują w swojej lidze. Czas na starcie z nami i mogę zapewnić, że będzie to jeden z najlepszych meczów futbolu w historii Wrocławia. Każdy, kto pojawi się na trybunach nie będzie żałować - gwarantuje Nick Johansen, trener Panthers Wrocław. I wie co mówi.


A fajerwerki zostaną odpalone już o godz. 11. Wtedy na esplanadzie rozpocznie się zlot food trucków Wrocławscy Ulicożercy i zostanie otwarta strefa zabaw dla dzieci firmy Tarczyński. Nie zabraknie malowania buziek, maskotek klubowych i dmuchanego boiska! Najmłodsi kibice Panthers sami mogą wcieli się w rolę futbolistów! Ponadto, o godzinie 12 ruszy rejestracja potencjalnych dawców szpiku DKMS, a o godz. 13. na murawie Stadionu Olimpijskiego drużyna Panthers Wrocław B zagra przeciwko Trines Sharks w ramach trzeciej ligi czeskiej. Do tego pokazy pięknych Wild Cats Cheerleaders! A to jedynie przystawka przed wieczornym daniem głównym okraszonym komentarzem
Dawida Białego.

Reklama

Bitwa Panthers Wrocław - Prague Black Panthers to nie jest zwykły mecz pucharowy. To starcie dwóch zespołów z europejskiej czołówki. Podobieństw jest wiele. Jedni i drudzy są niepokonani w rozgrywkach ligowych. Wrocławskie Pantery wygrały pięć meczów w Lidze Futbolu Amerykańskiego wbijając przeciwnikom 234 pkt przy zaledwie 44 straconych! Liderem jest Tim Morovick mający na swoim koncie już 23 przyłożenia, z czego siedem dodał w ostatnim meczu z Patriotami Poznań. Zabrakło mu jednej akcji punktowej do wyrównania rekordu ligi w liczbie przyłożeń uzyskanych przez jednego zawodnika w meczu. Rekord dzierży Krzysztof Wydrowski, obecny asystent Nicka Johansena, który w 2010 roku jeszcze w barwach Devils Wrocław brał bezpośredni udział przy ośmiu akcjach na touchdown w wygranym 84:0 meczu z Zagłębie Steelers Interpromex. Ulubionym celem Morovicka jest Tomasz Dziedzic (dziewięć przyłożeń), który dystansuje brata Bartosza i Wiktora Ziębę (po trzy akcje punktowe).


Równie dobrze spisują się Czesi. W tym sezonie Black Panthers wygrali wszystkie cztery mecze ligowe zdobywając w sumie 146 punktów przy stracie 6. Jak przystało na Czarne Pantery ze skrzydłami, w ofensywie wręcz fruwają, głównie za sprawą rozgrywającego Jana Dundáčka - autora 11 przyłożeń. Sześć z nich dzieli ze skrzydłowym Janem
Štieglerem. Kolejne pięć dołożył Amerykanin William Young - niezwykle groźny biegacz potrafiący też ukąsić podczas akcji powrotnych, co udowodnił 93-jardowym biegiem w starciu ze Swarco Raiders. Jego wrocławianie obawiają się najbardziej. - Nie ma co wywoływać wilka z lasu, nie pobiegnie, jak nie dostanie piłki. Nasze formacje
specjalne mają najlepszego kickera w Polsce, a trener Matheus Dias zna się na swoim fachu. W końcu w przygotowaniach do meczu bierze się pod uwagę ten subtelny i wyrafinowany aspekt gry - przyznaje Dawid Pańczyszyn, kopacz wrocławian. Obie ekipy łączy też pomysł na budowę zespołu. Panthers Wrocław powstali po fuzji Devils oraz Giants - dwóch drużyn dominujących na krajowym podwórku. Podobnie jest w Pradze. Prague Black Panthers to zespół stworzony w 2012 roku po połączeniu Prague Panthers (klub z 1991 roku) i Prague Black Hawks. Od tego momentu Czarne Pantery za każdym razem zdobywały mistrzostwo Czech. Pięć lat dominacji, które prawdopodobnie potrwa znacznie dłużej.

Reklama

Kolejnym podobieństwem są porażki ze Swarco Raiders Tirol w pucharze CEFL. Prague Black Panthers kilka tygodni temu ulegli Austriakom 21:44. Także wrocławianie nie znaleźli sposobu na Swarco Raiders. Przed dwoma tygodniami mistrzowie Polski przegrali w Innsbrucku 21:63. Klęska musiała boleć. Nick Johansen schodził z boiska ze spuszczoną głową, tak jak po przegranym we Wrocławiu SuperFinale w 2015 roku. Wtedy przez kolejne tygodnie lamentowano i rozpamiętywano niepowodzenie w starciu z Seahawks Gdynia. Na bazie tej katastrofy wyrosła jednak nowa drużyna, silniejsza i bardziej zmotywowana. Zdolna zwyciężyć w Lidze Mistrzów 2016 podczas Final Four na stadionie przy ul. Oporowskiej.


- Przegrana ze Swarco motywuje do jeszcze cięższej pracy. To nauka i czas na zrobienie następnego kroku, tak jak po finale w 2015 roku. To buduje charaktery i zespół - przyznaje Nick Johansen.

Reklama

Dawid Pańczyszyn, kopacz wrocławian, dodaje że mecz w Innsbrucku był wielkim rozczarowaniem. Rok temu Pantery uległy Raiders 20:33, prowadząc nawet 20:10. Niezwykle utytułowany szkoleniowiec Raiders Shuan Fatah po pierwszej połowie był zszokowany. Teraz drużynie poszło znacznie gorzej. Ale to był wypadek przy pracy. - W tamtym roku byliśmy blisko. W tym mieliśmy pójść krok do przodu, a zrobiliśmy kilka wstecz. Każdy musiał zmierzyć się z faktem, że nie włożył w przygotowania do sezonu tyle, ile wymagałaby od nas ta drużyna. Mecz z Czechami to okazja, żeby słowa o wyciąganiu lekcji były prawdziwą i szczerą postawą drużyny - mówi Pańczyszyn. Johansen podkreśla jednak, że zespół jest w trakcie przebudowy. Część weteranów już zawiesiła kask na kołku przed sezonem, inni zrobią to wkrótce. Ale w klubie zostaną jako asystenci, trenerzy i pomocnicy. Zdobyta wiedza zostanie przekazana dalej. Tak buduje się klub zdolny utrzymywać się na szczycie przez wiele lat.


- Manchesteru United też od razu nie zbudowano. To jest proces - odchodzą starsi, którzy uczą młodsze pokolenie. W tym sezonie sześciu podstawowych zawodników jest dopiero od dwóch lat w pierwszym zespole. Tak to działa w Swarco Raiders, Vienna Vikings, Helsinki Roosters czy Schwäbisch Hall Unicorns, czyli w drużynach budujących fundamenty od 25 lat. U nas menedżerem jest były zawodnik, a prezes klubu podaje wodę w czasie meczu. W tym miejscu jesteśmy - dodaje Johansen.

Reklama

Trener Panthers nie martwi się też problemami kadrowymi. Trzej biegacze Adam Skakowski, Ernest Rogowicz i Damian Kwiatkowski zmagają się z poważnymi kontuzjami, które wykluczają ich z meczu sezonu. Szczególnie boli uraz kolana Kwiatkowskiego. Nabawił się go w Innsbrucku w spotkaniu ze Swarco Raiders. Młody futbolista ma sezon z głowy. W odwodzie zostają jedynie Konrad Starczewski i Mateusz Szefler - nominalny defensor, który przez wiele lat grał jako running back, ale nagle na tej pozycji kołdra zrobiła się zdecydowanie za krótka. W takiej sytuacji można się spodziewać wielu indywidualnych akcji Tima Morovicka.


Nick Johansen wierzy, że nie będzie to problemem, nawet w przypadku tak twardo grającej obrony jak czeska. To zresztą charakteryzuje też formację defensywną wrocławian. Ten pojedynek rozstrzygnie się na linii wznowienia akcji, tam gdzie 2-3 sekundy decydują o sukcesie lub klęsce. A Panthers Wrocław najczęściej wygrywają.

Reklama

Bilety na mecz Panthers Wrocław - Prague Black Panthers oraz zaczynający się o godzinie 13. pojedynek Panthers Wrocław B - Trines Sharks można zakupić w kasach stadionu oraz w sprzedaży internetowej.


prochu

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości