37-letni wrocławianin, który w ubiegłą sobotę wjechał w przystanek autobusowy odpowie za narażenie stojących na nim osób na niebezpieczeństwo utraty życia oraz prowadzenie pojazdu bez uprawnień. Takie zarzuty mężczyzna usłyszał w poniedziałek podczas przesłuchania w prokuraturze.
Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło w sobotę, 2 listopada koło południa przy skrzyżowaniu ulic Zaporoskiej i Gajowickiej . – 37-latek jadąc osobowym fordem, na wysokości Ronda Żołnierzy Wyklętych, stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w przystanek autobusowy, a następnie uciekł – relacjonuje st. sierż. Dariusz Rajski z wrocławskiej policji.
W wyniku zdarzenia ranne zostały trzy osoby: kobieta i dwoje dzieci. Policjantom szybko udało się odnaleźć rozbity samochód, a około godziny 16:00 zatrzymać sprawcę, który w momencie zatrzymania miał w organizmie 2,5 promila alkoholu.
Jak tłumaczą policjanci mężczyzna już wcześniej był zatrzymywany związku z prowadzeniem samochodu w stanie nietrzeźwości. Miał też zasądzony zakaz prowadzenia pojazdów.
ZOBACZ TEŻ: Akcja "Znicz 2019". Policyjne podsumowanie długiego weekendu
Wrocławianin w poniedziałek został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz prowadzenia pojazdu mechanicznego po cofnięciu uprawnień do kierowania. - Sławomir P. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, jednocześnie zaprzeczył aby kierował pojazdem pod wpływem alkoholu - mówi prok. Justyna Pilarczyk, rzeczniczka wrocławskiej prokuratury.
We wtorek mężczyzna ma stanąć przed sądem, który zdecyduje o umieszczeniu go w areszcie. Za zarzucane mu czyny grożą kary 2 i 3 lat pozbawienia wolności.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze