Na wielu wrocławskich trawnikach zieleń sięga już prawie kolan. Czy miasto zapomniało w tym roku o koszeniu? Urzędnicy odpowiadają, że to przemyślana strategia. W miejsce krótkich, równo przystrzyżonych trawników teraz mają pojawić się proekologiczne łąki miejskie.
Odpowiedzialny za zieleń w mieście wiceprezydent Adam Zawada tłumaczy, że od tego roku zmieniła się miejska polityka dotycząca koszenia.
– Kosimy, ale w innym stylu – tłumaczy. – Generalną zasadą będzie to, że będziemy kosić mniej więcej o trzy tygodnie później niż zwykle, do tego zostawimy 30% przestrzeni miejskiej, której damy możliwość której damy możliwość wzrostu do momentu, w którym będą mogły wzrosnąć nasiona – dodaje wiceprezydent.
Takie działanie ma być odpowiedzią Wrocławia na zmiany klimatyczne, z jakimi mamy do czynienia w ostatnich latach.
Małgorzata Piszczek, która doradza miastu w sprawach zieleni tłumaczy, że opóźnienie koszenia traw prowadzi to tworzenia się w mieście tzw. łąk miejskich. – Przez zaniechanie koszenia mogą do nich wejść rośliny, które to koszenie by niszczyło – tłumaczy architektka. – Takie łąki są tanie i bioróżnorodne. Żyją w nich rozmaite, dzikie, często rzadkie rośliny oraz zwierzęta, które są potrzebne ekosystemowi, a przez to, że my też jesteśmy częścią ekosystemu, są potrzebne nam – dodaje.
Choć trawy są też siedliskiem niepożądanych owadów, jak komary czy kleszcze, urzędnicy z wrocławskiego magistratu nie przewidują by uciążliwości z tego powodu w jakiś znaczny sposób wzrosły. Magistrat przekonuje też, że z powodu zmiany nawyków koszenia uciążliwości nie powinni odczuwać też alergicy. – Kosząc rzadziej, promujemy rośliny zielne kwitnące, nie będące trawami, czyli te mniej alergizujące – tłumaczy Małgorzata Piszczek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze