Reklama

Wrocławski naukowiec: nie ma dowodów na istotny wpływ protestów na rozwój epidemii

05/11/2020 11:47

Według Piotra Szymańskiego z Politechniki Wrocławskiej twierdzenie rządu, iż protesty Strajku Kobiet są odpowiedzialne za wzrost liczby zakażeń koronawirusem w Polsce, to krzywdzące nadużycie i manipulacja. Alarmuje, że nie ma na to żadnych naukowych dowodów, a prawdziwym katalizatorem epidemii są m. in. kontakty dzieci w szkołach.

W temacie korelacji między masowymi, trwającymi od dwóch tygodni protestami po antyaborcyjnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego i rozwojem epidemii koronawirusa w Polsce pojawił się nowy, naukowy głos. Należy on do Piotra Szymańskiego z Inteligencji Obliczeniowej Politechniki Wroclawskiej, który - powołując się także na stanowisko Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego z 3.11., negujące rządowe analizy - oskarża rząd celowe o wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Szymański krytykuje wypowiedzi Norberta Maliszewskiego, szefa Centrum Analiz Strategicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i konferencję premiera Mateusza Morawieckiego, podczas której szef rządu się na nie powołał. 


- Nie ma podstaw do mówienia o modelowaniu wpływu protestów na pandemię. Najpierw musielibyśmy dostać dane o strukturze kontaktów wewnątrz protestu, a jest to nie do zamodelowania na bazie założeń a priori. No bo jak wygląda struktura kontaktów losowego protestującego? Nie wiemy, wiemy tylko z analiz a posteriori, z BLM i z protestów antycovidowych, że te protesty nie przełożyły się na duży wpływ na wzrost zakażeń - komentuje Piotr Szymański z PWr.

Reklama

I uzasadnia: - Po pierwsze dlatego, że protesty powodują, że wielu innych ludzi zostaje w domach i rezygnuje z kontaktów międzyludzkich. W rezultacie zmniejsza się liczba kontaktów i spada reprodukcja wirusa. Po drugie, kontakty w ramach protestów są często lokalne, ich uczestnicy poruszają się raczej ze znajomymi, obok siebie, rzadko migrując w różne strony, a jednocześnie rezygnują z innych aktywności, które mogłyby skutkować zakażeniami. Wreszcie, po trzecie, protesty odbywają się na świeżym powietrzu, a otwarte przestrzenie sprzyjają zakażeniom w mniejszym stopniu niż zamknięte.


Szymański dodaje, że dużo większy wpływ na rozwój dynamiki zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2 w czasie drugiej fali epidemii miał początek roku szkolnego i to kontakty dzieci w placówkach szkolnych przez ostatnie dwa miesiące są współodpowiedzialne za przyrost liczby dobowych przypadków. Twierdzi, że aby to zahamować, trzeba by było maksymalnie ograniczyć kontakty międzyludzkie, zwłaszcza wspólne przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach dłużej niż kwadrans.

Reklama

Zapytany o zasadność zamknięcia cmentarzy na Wszystkich Świętych, ocenia, iż było to dobre posunięcie, lecz decyzja została podjęta zbyt późno. - Owszem, cmentarze są przestrzeniami otwartymi, ale ich tymczasowe zamknięcie przez rząd sprawiło, że ludzie nie podróżowali na groby bliskich i nie spotykali się z rodzinami w przestrzeniach zamkniętych - mówi Szymański.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości