10 sierpnia wsiądzie do starego poloneza, którego kupił za mniej niż tysiąc złotych, i wyruszy w drogę na norweski półwysep Nordkapp. Wrocławski stomatolog, Wojciech Kołosowski weźmie udział w charytatywnej wyprawie Złombol 2013, w trakcie której będzie zdany tylko na własne możliwości.
Złombol to ekstremalna wyprawa samochodami komunistycznej produkcji lub konstrukcji z charytatywnym przesłaniem. Jej celem jest zbiórka pieniędzy dla śląskich domów dziecka. Organizowana po raz siódmy, w tym roku przyciągnęła ponad 140 załóg, które 10 sierpnia staną na starcie wyprawy przed katowickim Spodkiem.
Wrocław reprezentować będzie Wojciech Kołosowski, na co dzień dentysta w klinice Unident Union Dental Spa, który na półwysep Nordkapp wybiera się polonezem cargo z 1999 roku, który otrzymał nazwę Polocamper.
– Auto ma 84 KM i mechanicy ostrzegają, by nie rozwijać nim prędkości powyżej 100 km/h, ponieważ powiększony rozmiar oraz dodatkowe obciążenie zwiększa znacznie opór i wagę pojazdu. Ograniczenie prędkości to jednak nie przeszkoda, ponieważ w wyprawie nie liczy się czas dotarcia do celu, ale w ogóle ukończenie trasy – wyjaśnia stomatolog.
W wyprawie mogą wziąć udział samochody, których wartość zakupu (bez napraw przygotowawczych) nie przekracza tysiąca złotych.
Złombol to wyprawa bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony organizatorów. Uczestnicy nie mogą liczyć na trasie na mechaników, lawety, pomoc w zakwaterowaniu. Oczekuje się od nich całkowitej samodzielności oraz oczywiście pokrycia wszystkich kosztów podróży.
- Nie zapewniamy wodzireja, niańczenia, rozpatrywania skarg i zażaleń, demokracji, wygodnych noclegów ani dobrej pogody – piszą na stronie zlombol.pl organizatorzy eskapady. Jej celem jest po prostu ukończenie trasy, co w przypadku stanu technicznego większości cudów komunistycznej myśli motoryzacyjnej może być nie lada wyzwaniem.
Polonez pana Wojciecha przeszedł już przez fazę przygotowań. – Przerobiliśmy go na taki mini-camping, ponieważ zamierzamy nocować wewnątrz auta. Nigdy nie wiadomo, gdzie zastanie nas noc i czy na przykład w wypadku awarii (odpukać) zdążymy znaleźć kamping w Laponii czy na fińskim pojezierzu – wyjaśnia.
Ale skąd pomysł, by ruszyć w trasę liczącą prawie 7 tysięcy kilometrów (w obie strony) samochodem, którego stan techniczny jest niepewny nawet na 10 dni przed podróżą?
Oto co dziś uczestnik wyprawy napisał na Facebooku: - Auto prawie gotowe. Dostarczone nowe, oryginalne resory okazały się gorsze od starych. Auto bez obciążenia siedziało na asfalcie. Z nowych i starych zrobiliśmy jedne i teraz jest ok. Nieszczęsna cewka zapłonowa dojechała, ale okazało się, że to nie ten model.
Wojciech Kołosowski: - Cieszę się, że nie wiem, co nas czeka. Będziemy zdani na swoją pomysłowość, inwencję, siły. To prawdziwe zmaganie z własnymi umiejętnościami. Bez mechaników na trasie, hoteli, assistance. To nie jest zabawa w ekstremalne przygody z linką zabezpieczającą u boku. Czeka nas prawdziwy chaos.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze