Poczta przy Ruskiej we Wrocławiu. Do placówki wchodzi młody mężczyzna, z zawodu konsultant biznesowy. Grzecznie się wita. Potem jest jak w filmie. Niedoszły klient przeskakuje przez ladę, zastrasza pracowice paralizatorek, z kasetek zabiera pieniądze i ucieka. Mężczyznę, który próbuje go gonić, bije łańcuchem od roweru. Wszystko działo się 10 maja tego roku. Dziś ruszył proces w tej sprawie.
Tomasz G. przyznał się do napaści na pocztę i kradzieży pieniędzy. Jak zeznał, wszedł na pocztę, powiedział - dzień dobry - a potem przystąpił do kradzieży. Sprawa bicia mężczyzny według niego wyglądała inaczej - kiedy wyszedł z poczty, przebrał i chciał wsiąść na rower. Próbował nim uciekać, ale obcy mężczyzna skoczył na niego. Udało mu się wyswobodzić i odjechać. Potem pojechał do pracy, ale w garażu swojego biura został zatrzymany przez policjantów.
Oskarżony w czasie popełnienia przestępstwa był zatrudniony jako konsultant biznesowy i zarabiał 8 tysięcy na rękę. Nie kradł więc z biedy. Dlaczego wpadł na taki pomysł? Ten napad został zakwalifikowany jako kradzież rozbójnicza. Oskarżony może zostać skazany na 10 lat pozbawienia wolności. Z poczty ukradł 1200 zł.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze