Reklama

Wybitny aktor żegna się z kinem [RECENZJA]

19/02/2018 14:24

„Nić widmo” to aktorski popis nagrodzonego trzema Oscarami Daniela Day Lewisa, który zapowiedział, że to ostatni film w jego karierze. W najnowszej produkcji Paula Thomasa Andersona zagrał on znakomitego krawca, który nie widzi życia poza swoją pracą. Czy odmieni go spotkanie z pewną intrygującą kobietą?

Paul Thomas Anderson ("Magnolia", "Mistrz", "Boogie Nights") to jeden z mistrzów współczesnego kina, który z Danielem Day Lewisem ("Moja lewa stopa, "Gangi Nowego Jorku") spotkał się już na planie filmu „Aż poleje się krew”. Amerykański reżyser postanowił zaprosić go do współpracy przy „Nici widmie” i obaj pracowali nad scenariuszem tego filmu. Amerykański aktor znany jest z perfekcjonizmu i wielkiego poświęcenia w pracy nad rolami. „Nić widmo” opowiada natomiast o bezkompromisowym artyście, dla którego praca jest obsesją i całym życiem. W trackie seansu można się zastanawiać, ile jest w tej postaci z Day Lewisa i czy nie jest to jego autotematyczne pożegnanie z kinem.


Mimo niesamowitej charyzmy i siły tego aktora, którą widać w nowym filmie, wrażenie robi także to, jak wspaniale dotrzymały mu kroku Lesley Manville i Vicky Krieps. Popisowo zagrała szczególnie ta pierwsza i choć nie ma w tej produkcji zbyt wielu scen, to niemal każde jej pojawienie się na ekranie robi różnice. Ta niedoceniana należycie aktorka, znana ze współpracy z Mikiem Legih, dostała nominację do Oscara i bardzo na nią zasługuje.

Reklama

W „Nici widmie” wrażenie robi również perfekcjonizm reżysera, Paula Thomasa Andersona i jego dbałość o każdy detal – dźwięk, muzykę Jonny’ego Greenwooda, warstwę wizualną i kostiumy. Ten film to przepiękne arcydzieło.


Szukam słów, by podzielić się wrażeniami po obejrzeniu jednego z najpiękniejszych i najlepszych filmów, jakie kiedykolwiek widziałem.
Jeśli rację miał poeta, mówiąc, że "słowa to tylko spekulacja (Od łacińskiego speculum, lustro): Szukają, lecz nie potrafią znaleźć znaczenia i widzimy tylko figury snu", to "Nić widmo" jest przykładem przepięknego snu, jaki nazywamy filmem, pełnym przepięknych filmowych figur. To zaskakująca, mistrzowsko opowiedziana i wyreżyserowa historia miłosna o bohaterze, który jest "larger - than - life".

Reklama

Każdy kadr tego filmu budzi we mnie wielki zachwyt, a niektóre sprawiły, że po plecach przeszły mi ciarki!


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości