W jednej z kamienic na Przedmieściu Oławskim, przy ul. Waleriana Łukasińskiego, w okolicy ulicy Mierniczej, za kratami znalazły się... stare zabawki. Ich widok ciekawi okolicznych przechodniów. Sprawdziliśmy jak tam trafiły?
Zabawki za kratami w przyziemiu kamienicy na Waleriana Łukasińskiego nie znalazły się przypadkowo. Umieścił je pewien starszy pan, który mieszkał na parterze. Regularnie je wymieniał na inne, a te cieszyły oko okolicznych przechodniów. Dziś już nie żyje, ale zabawki pozostały - zakurzone, choć wciąż budzą ciekawość wrocławian.
- To był taki śmieszny, zabawny pan po siedemdziesiątce. Wszyscy się do tych zabawek przyzwyczaili. Co z porzuconych zabawek znalazł na śmietnikach, to dawał tu za kraty. Może chciał, żeby było radośniej. Wie pani, na stare lata ludzie mają różne dziwactwa - mówi pani Halina, sąsiadka autora pomysłu, choć przyznaje, że tak naprawdę nikt nigdy nie zapytał, skąd ten pomysł.
Zabawnego "pana od zabawek" wspomina także pani Danuta. - Czy on był taki zabawny, to nie powiedziałabym. Raz miałam z nim drobne spięcie. Nikt nigdy nie pytał o te zabawki, ale ktoś coś kiedyś wspomniał, że one miały być takim "strachem" tyle że nie na wróble, a na psy, bo on zawsze odganiał, jak jakieś psy się tu pod oknami się pałętały. Aż dziwne, że nikt tego nie posprząta, bo ten nasz sąsiad to już od roku nie żyje - opowiada.
Dziś zabawki pozostają zakurzone i porzucone, ale wywołują uśmiech u niejednego przechodnia i pewnie rozświetlają smutną wciąż ulicę Mierniczą.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze