Wbrew informacjom, podanym we wtorek wieczorem przez Ministerstwo Zdrowia, czwarta osoba, u której stwierdzono koronawirusa we Wrocławiu, wcale nie przebywa w szpitalu, a we własnym domu.
W wiadomość o czwartym przypadku koronawirusa we Wrocławiu wkradł się informacyjny chaos - minister zdrowia we wtorek podał do publicznej wiadomości, że jest to młoda kobieta i przebywa w szpitalu, natomiast wojewoda dolnośląski, że jest to kobieta "w sile wieku". We wtorem wieczorem Urszula Małecka, rzeczniczka szpitala przy Koszarowej, od wtorku dedykowanego wyłącznie dorosłym pacjentom z koronawirusem, poinformowała, że pacjentki tej nie ma na terenie szpitala.
W rzeczywistości kobieta po badaniach, które potwierdziły u niej obecność koronawiusa, została wypuszczona do domu. Jest to osoba spokrewniona z dwoma pacjentami, hospitalizowanymi z powodu COVID-19, a w domu przebywają inne osoby.
- Potwierdzam, że u pacjentki potwierdziliśmy zakażenie koronawirusem na prośbę szpitala przy Koszarowej i wyniki te tam trafiły. Kobieta decyzją lekarzy została wypuszczona do domu - mówi Magdalena Odrowąż-Mieszkowska, rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Epidemiologiczno-Sanitarnej we Wrocławiu.
Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon, szef oddziału chorób zakaźnych szpitala na Koszarowej uspokaja, że jest to standardowa, prawidłowa procedura: - Żaden system medyczny na świecie nie jest tak wydolny, by hospitalizować wszystkie osoby, które przechodzą koronawirusa bezobjawowo lub "z kontaktu". Takie postępowania będą coraz częstsze. Jej mąż przebył już zakażenie bezobjawowo, u 7-miesięcznego dziecka test wirusa nie wykazał. Wszyscy, łącznie z rodziną mieszkającą na górze, są objęci kwarantanną domową, w kontakcie telefonicznym z lekarzami. Jeżeli ich stan się pogorszy, oczywiście zostaną przyjęci na oddział - mówi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze