Kiedy cztery miesiące temu sklep społeczny otwierano przy ul. Sądowej we Wrocławiu Jacek Sutryk informował, że to odpowiedź na szalejącą inflację i wsparcie dla uboższych. Miasto zeszło z czynszu za najem i kupiło lodówki za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dziś prawie nikt tam nie chodzi. I trudno się dziwić: taniej i większy wybór jest chociażby w Biedronce.
Sklep społeczny otwarto przy ul. Sądowej we Wrocławiu 9 grudnia. Miał być odpowiedzią na trudne czasy galopującej drożyzny i wsparciem dla najbardziej potrzebujących. Jego powstaniu mocno patronowało miasto Wrocław i bardzo intensywnie włączyło się w jego promocję.
- To tu potrzebujący mieszkańcy będą mogli kupić żywność w niższych cenach. Inflacja wciąż rośnie, mamy wyższe rachunki za prąd i ogrzewanie, to ogromna pomoc dla wielu rodzin - przekonywał prezydent Wrocławia Jacek Sutryk i hojnie wsparł publicznymi pieniędzmi powstanie sklepu. Rzecznik prasowy urzędu miejskiego Tomasz Sikora pisał, że miasto wynajmuje organizacjom lokal po preferencyjnych stawkach, a także kupiło do niego chłodnie za 50 tys. zł. Sutryk wskazywał, że wynajem kosztuje na początek zaledwie 300 zł miesięcznie, a od marca miał wzrosnąć do 640 zł miesięcznie. 100 tys. zł na sklep dało Przymierze Pastorów.
Po 4 miesiącach od otwarcia sklepu dla mniej zamożnych sprawdzamy ceny dostępnych tam produktów. W ciągu godziny porównaliśmy je z cenami w Biedronce przy ul. Braniborskiej. Różnice są ogromne:
W sklepie społecznym znaleźć można - chociaż nie jest to łatwe - także produkty nieco tańsze niż gdzie indziej: takim jest np. płyn do mycia naczyń help.
Sklep społeczny prowadzi we Wrocławiu stowarzyszenie Wrocławskie Forum Kobiet przy wsparciu Fundacji ESPA. Towary w nim miały być tak tanie, że wprowadzono reglamentację - jedna osoba może zrobić zakupy za maksymalnie 100 zł, przy czym nie może to być stówa wydana na produkt wyłącznie jednego rodzaju, np. olej. Innym zastrzeżeniem jest konieczność posiadania karty klienta, którą mogą dostać osoby mające zaświadczenia z MOPS-u o niskich dochodach, rodziny zastępcze, rodzinne domy dziecka i pogotowia opiekuńcze, osoby powyżej 60 roku życia i podopieczni Fundacji Espa i stowarzyszenia Wrocławskie Forum Kobiet. Tyle teorii, bo w praktyce nikt nie pyta o jakiekolwiek zaświadczenia. Może wynika to z niewielkiego ruchu w sklepie. Przez 40 minut pojawiło się w nim 6 klientów, w tym dwie osoby, które wyskoczyły po jakiś brakujący produkt z sąsiedniego bistro.
W przypadku sklepu społecznego idealnie sprawdza się powiedzenie, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. Kiedy w końcu, po licznych zapowiedziach i solidnym opóźnieniu sklep otwierano, do zdjęć pierś dumnie wypinało wielu: radne, przedstawiciele stowarzyszenia i fundacji, MOPS-u, prezydent Wrocławia, a biuro prasowe ratusza szeroko informowało o tej inicjatywie.
Dziś już nikt o sklepie nie chce mówić. Jedna z przedstawicielek prowadzącego sklep stowarzyszenia Wrocławskie Forum Kobiet obiecuje przekazać prezesce Beacie Marczak prośbę o kontakt wraz z pytaniami o to, jak ocenia działanie sklepu i dlaczego ceny w nim są tak wysokie. Beata Marczak nie znalazła jednak czasu na rozmowę. Miasto także nie chce już wypowiadać się o sklepie społecznym. Biuro prasowe ratusza odsyła do fundacji ESPA. Jej prezes, Norbert Palimąka, nie potrafi jednak odpowiedzieć, dlaczego w sklepie dla uboższych jest drożej niż w funkcjonującym na zasadach rynkowych dyskoncie. Pytany natomiast o to, czy zmieniły się zasady i kupować w sklepie mogą także osoby bez stosownych uprawnień zdecydowanie zaprzecza. Stwierdza, że jego fundacja tylko wspiera stowarzyszenie Wrocławskie Forum Kobiet w prowadzeniu sklepu i odsyła do stowarzyszenia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze