Reklama

Wiosennej beznadziei ciąg dalszy. Śląsk nadal bez wygranej w tym roku [RELACJA, ZDJĘCIA]

07/04/2018 20:27

Zwycięstwa jak nie było, tak dalej nie ma. Śląsk Wrocław zremisował w ostatnim meczu rundy zasadniczej z Koroną Kielce 1:1, a jedynego gola dla WKS-u strzelił z rzutu karnego Marcin Robak. Po 30. kolejce Śląsk jest jedenasty w tabeli, a rundę finałową zacznie od domowego pojedynku z Sandecją Nowy Sącz.

Już przed meczem z Koroną Kielce było jasne, że Śląsk czeka trudna walka o utrzymanie miejsca w Ekstraklasie. Po tym spotkaniu jednak możemy być pewni: nie ma co liczyć na to, że wrocławianie szybko oddalą od siebie ryzyko spadku. W zespole jest mnóstwo braków, a piłkarsko drużyna z meczu na mecz - mimo starań trenera Tadeusza Pawłowskiego i jego sztabu - ciągle wygląda co najwyżej przeciętnie. Nie pomogła przerwa w rozgrywkach, związana z meczami reprezentacji Polski, nie pomagają też roszady w składzie. Śląsk raził i nadal razi przeciętnością, a żeby to się skończyło, w zespole musiałaby się zdarzyć jakaś nagła rewolucja.


Na mecz z Koroną, trener Pawłowski postanowił zaskoczyć rywala kilkoma zmianami w składzie. Jedną zaskoczył zresztą nawet kibiców Śląska, bo na lewej obronie wystawił nominalnego pomocnika Mateusza Cholewiaka. Wszystko dlatego, że dzień przed spotkaniem urazu nabawił się Mateusz Lewandowski, a to on miał zagrać na lewej flance defensywy. A tak się złożyło, że inni ludzie do grania na tej pozycji byli niedostępni: Mariusz Pawelec przez kontuzję, a Augusto przez karę za żółte kartki. Przymusowo w rolę obrońcy wcielił się więc Cholewiak, który - jak na debiutanta - wypadł zaskakująco dobrze. Radził sobie i w obronie, i w ataku, choć w drugiej połowie zabrakło mu sił do ofensywnych szaleństw.

Reklama

Innym zaskoczeniem było posłanie do gry w pierwszym składzie wszystkich napastników, którzy obecnie są w składzie Śląska. Obok Marcina Robaka i Arkadiusza Piecha na boisku od pierwszego gwizdka zameldował się też młody Sebastian Bergier.


Jaki był efekt tych roszad? W pierwszej połowie co najwyżej średni. Śląsk starał się grać dynamicznie i narzucić rywalowi swoje warunki gry, ale przy niedokładności wrocławian trudno było o składne akcje, nie mówiąc o sytuacjach strzeleckich. Kielczanie zresztą prezentowali się podobnie, dlatego do mniej więcej 30. minuty meczu na boisku działo się niewiele. Wtedy Piotr Celeban popisał się ładną “główką”, którą z trudem obronił bramkarz Korony. To rozdrażniło kielczan, którzy podkręcili tempo i przez kilka minut praktycznie zamknęli Śląsk na jego połowie, skupiając się na atakowaniu. Wrocławianie mieli wtedy sporo szczęścia, że nie stracili gola, ale jakoś odparli ten napór.

Reklama

Cierpliwość wrocławianom się opłaciła, bo w 45. minucie wypracowali gola. Wtedy w polu karnym faulowany był Sito Riera, a piłkarze gości nawet nie próbowali przekonywać sędziego do zmiany decyzji, tak ewidentne było to przewinienie. Efekt? Do piłki na 11 metrze podszedł Marcin Robak, który takich okazji nie zwykł marnować i dał Śląskowi prowadzenie tuż przed końcem pierwszej połowy.


Na drugą połowę na boisko nie wyszedł Sebastian Bergier, zastąpiony przez Roberta Picha. Trener Śląska uznał, że jego zespół przed przerwą nie radził sobie tak, jak powinien z utrzymaniem piłki. Dlatego do środka pola powędrował grający twardo Arkadiusz Piech, a na skrzydle zameldował się kreatywny Pich. Ta zmiana miała usprawnić grę Śląska, ale po kilku minutach cały plan na marne. W 53. minucie kielczanie skorzystali z niefrasobliwości Śląska w obronie - ładnym podaniem popisał się Gardawski, Ivan Jukić przyłożył głowę i Jakub Słowik musiał wyciągać piłkę z bramki.

Reklama

Od tego momentu gra Śląska stała się zdecydowanie bardziej chaotyczna, szarpana. Wrocławianie nie potrafili zdemontować obrony dobrze poukładanego rywala. Kielczanie zaś skupili się na wyłapywaniu okazji do przeprowadzenia kontrataku i kilka razy postraszyli wrocławskich obrońców. W Śląsku słabo wyglądali skrzydłowi, zwłaszcza bezproduktywny Jakub Kosecki, który przegrywał pojedynki i zaliczył kilka strat, które dały początek kontratakom Korony. Wrocławianie potrafili postraszyć przeciwnika tylko pomysłowością Marcina Robaka - doświadczony snajper raz groźnie uderzył z dystansu, a pod koniec meczu przymierzył z rzutu wolnego. Ale w obu sytuacjach kielecki bramkarz stanął na wysokości zadania i wykonał swoją robotę. Efekt był taki, że oba zespoły podzieliły się punktami, co jest sprawiedliwym wynikiem, choć Śląska nie urządza do końca, bo wrocławianie potrzebowali zwycięstwa.


Szczęśliwie dla Śląska, jego sąsiedzi w tabeli nie wykorzystali okazji i to wrocławianie skończyli rundę zasadniczą Ekstraklasy na 11. miejscu. Dzięki temu cztery z siedmiu meczów w grupie spadkowej zagrają na Stadionie Wrocław. To dla nich duża przewaga, bo w tym sezonie Śląsk na wyjeździe nie wygrał ani razu, więc im więcej meczów wyjazdowych, tym gorzej dla drużyny Tadeusza Pawłowskiego. Więcej meczów u siebie to też większe pieniądze m.in. z biletów. Pierwszy mecz w trudnej walce o utrzymanie w Ekstraklasie Śląsk zagra u siebie już 15 kwietnia, a jego rywalem będzie Sandecja Nowy Sącz.

Reklama

Śląsk Wrocław - Korona Kielce 1:1 (1:0)
Bramki: Robak (45. - karny) - Jukić (53.)


Śląsk: Słowik - Dankowski, Celeban, Tarasovs, Cholewiak, Kosecki (66. Srnić), Rieder (78. Pałaszewski), Riera, Piech, Bergier (46. Pich), Robak.
Korona: Hamrol - Rymaniak, Kovacevic, Kecskes, Gardawski (77. Miś), Cebula (58. Kaczarawa), Petrak, Możdżeń, Aankour, Jukic, Janjic (71. Soriano).


Żółte kartki: Riera oraz Kovacevic, Gardawski.
Sędzia: Zbigniew Dobrynin.
Widzów: 9156.


Łukasz Maślanka, Twitter: @Lukasz_Maslanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości