Reklama

Andrzej Grabowski o „Świecie według Kiepskich”: Absurdalna ironia i lusterko

19/02/2021 23:09

– Jednym wystarczą jajca z powodu kopa w cztery litery, drudzy widzą w nim absurdalną ironię i lusterko, w którym dobitnie odbijają się cechy Polaków – Andrzej Grabowski podzielił się w swojej książce refleksjami i wspomnieniami, m.in. o „Świecie według Kiepskich”.

Andrzej Grabowski wspomina w książce „Jestem jak motyl” to, jak przed laty spotkał się we Wrocławiu z Okiłem Khamidowem. To reżyser tadżyckiego pochodzenia i absolwent moskiewskiej szkoły filmowej. – Praktycznie w ciemno i bez żadnego castingu zaakceptował mnie jako przyszłego –  uwaga – Ludwika Kiepskiego – napisał w autobiografii serialowy Ferdek. Popularny aktor nie ukrywa, że po przeczytaniu scenariusza pierwszego odcinka „Świata według Kiepskich” zrobiło mu się trochę niedobrze. – Zawsze sobie w takich sytuacjach powtarzam, że gram różne role, bo to mój zawód, nie hobby. Pieniądze z tego maleńkie, ale zawsze – podkreśla. Grabowski był przekonany, że ten serial szybko zniknie z anteny.  


Narodziny Ferdka


Producenci poprosili go, żeby wziął na nagrania stare rodzinne fotografie, które miały wzbogacić scenografię tej produkcji. Postanowił wykorzystać portret ze sztuki Zofii Kossak-Szczuckiej, zatytułowanej „Gość oczekiwany”, na którym wygląda jak swój dziadek. – Mam przedziałek na środku głowy, poważne wąsiska i zdobiony krawat pod białym kołnierzykiem - dziewiętnastowieczny właściciel manufaktury jak malowany – opisuje, dodając, że ten portret po dziś dzień wisi w salonie Kiepskich. Pierwszego dnia Grabowski stanął na planie obok swojego "przodka" i pomyślał: „Ciekawe, jak by ten mój dziadek miał na imię?”. Przyszło mu do głowy, że mógłby się nazywać Ferdynand Kiepski, podobnie jak arcyksiążę i wymyślony przez Ludwika Kerna pies, który bardzo chciał zostać człowiekiem.

Reklama

Jak Beatlesi


Po pierwszych zdjęciach do serialu Grabowski szedł przez wrocławski Rynek z Dariuszem Gnatowskim – Zobaczysz, Andrzej, za parę miesięcy będą nas tu zaczepiać – powiedział mu wtedy serialowy Boczek. – Po kilku miesiącach spełniła się przepowiednia Darka, a dla mnie zaczęło się przekleństwo. Bywało, że kiedy przyjeżdżałem do jakiegoś miasta, żeby zagrać swój program kabaretowy, to ustawiały się dosłownie komitety powitalne - oczywiście na cześć Ferdka! – napisał aktor w „Jestem jak motyl”. Stał się tak popularny, że po występie w Łodzi musiał uciekać ze sceny w eskorcie ochrony. Współczuł wtedy Beatlesom i Stonesom. – Ale na szczęście to mija. Nowe gwiazdy wypierają stare o wiele szybciej, niż te stare mogłyby się spodziewać. Obecnie coraz rzadziej zdarza mi się słyszeć za plecami: "Ty, Ferdek! Kurna! Chono na browara!" – wyznał Grabowski.


Fenomen „Kiepskich”


Z drugiej strony podkreśla, że to serial i dla ambitnych, i nieambitnych. – Jednym wystarczą jajca z powodu kopa w cztery litery, drudzy widzą w nim absurdalną ironię i lusterko, w którym dobitnie odbijają się cechy Polaków – zauważył Grabowski. Aktor odnosi wrażenie, że ci, którzy znają go jedynie z tego serialu, myślą, że mieszka na ulicy Ćwiartki 3/4 we Wrocławiu, jest bezrobotny i na okrągło pije wódkę lub browary. – Kiedy widzą mnie za kierownicą, to się dziwią, dlaczego pijany jadę samochodem - takie pomieszanie z poplątanie powiedział serialowy Ferdek Kiepski.

Reklama

Korzystałem z fragmentów książki „Andrzej Grabowski. Jestem jak motyl”, autorstwa Pawła Łęczuka i Jakuba Jabłonkiego.


CZYTAJ TEŻ: TWÓRCA "ŚWIATA WEDŁUG KIEPSKICH": "SERIAL POWINIEN BYĆ ZAKOŃCZONY Z HONOREM KILKANAŚCIE LAT TEMU"


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości